Informacje
czmiel z miasta Wolsztyn
8194.47 km wszystkie kilometry
0.00 km (0.00%) w terenie
14d 04h 46m czas na rowerze
24.05 km/h avg
0 m suma w górę
0.00 km (0.00%) w terenie
14d 04h 46m czas na rowerze
24.05 km/h avg
0 m suma w górę
Kategorie
cele.1
Znajomi
Moje rowery
Szukaj
Wykres roczny
Archiwum
- 2014, Sierpień.1.0
- 2014, Lipiec.15.0
- 2014, Czerwiec.20.0
- 2014, Maj.14.0
- 2014, Kwiecień.16.0
- 2014, Marzec.14.0
- 2014, Luty.4.0
- 2013, Wrzesień.2.0
- 2013, Sierpień.20.0
- 2013, Lipiec.15.0
- 2013, Czerwiec.12.0
- 2013, Maj.17.0
Podsumowanie mikro- mezo- i makrocyklu
d a n e w y j a z d u
Nogi dziwnie świeże były dziś od rana, a za oknem słoneczko, więc wybór mógł być tylko jeden - trening i uwieńczenie mikro- i mezocyklu. A jakby się uprzeć, to nawet i makrocyklu. Już od początku było jednak wiadomo, że tak różowo nie jest. 12 stopni to chyba tylko na termometrze. W rzeczywistości zimny i mocny wmordęwiatr. Ustalona trasa 1-2-3- lub 4-godzinna pozwoliła mi szybko wycofać się z treningu, którego ewentualne straty przewyższały ewentualne korzyści. W rezultacie wyszła niecała godzinka w drugiej strefie. 22.50 km
0.00 km teren
00:51 h
26.47 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Co do tych cykli jednak. Dziś formalnie kończę okres przygotowawczy. Formalnie, bo z racji moich początków przygody z kolarstwem tak naprawdę cały sezon będę jeszcze trenował intensywnie i długo. Wyniki w zawodach nie są ważne. Ważny jest rozwój i myślenie przyszłościowe.
Najpierw może jednak o przeszłości. Wiele się wydarzyło od grudnia, gdy zacząłem przygotowywać się do sezonu. Początki ze sztangą były ciężkie, ale szybko zauważyłem poprawę. Później długie przejażdżki na trenażerze i w zasadzie wszystko szło według planu jeszcze przez kolejny etap - kilkuminutowych interwałów na maksiorka. A potem...
... zaczęły się dziwne rzeczy dziać. Najpierw jakieś dziwne grypsko połączone chyba z infekcją płuc wykluczyły mnie na blisko dwa tygodnie z treningów. Powróciłem, potrenowałem tydzień przed Sobótką i... dopadła mnie sraczka zwana grypą żołądkową. Kolejny tydzień w nosie.
W ten sposób doszedłem do ostatniego etapu, interwałów w czwartej strefie i do dzisiejszego treningu, kończącego okres przygotowawczy do sezonu. Czy jestem zadowolony? Zdecydowanie rozwinąłem się mentalnie i fizycznie. W jakiś sposób dojrzałem do kolarstwa. Dużo czasu spędziłem nad kolarstwem, nie tylko podczas treningów, ale i czytając, oglądając i rozmyślając. Coraz bardziej się wkręcałem i nakręcałem. Także na zawody.
A tych póki co były dwa. Najpierw Sobótka i fatalny występ. Sam czas, średnia prędkość były ok, patrząc na ukształtowanie terenu, wiatr i fakt, że w zasadzie prawie całą trasę jechałem sam. Taktycznie? Katastrofa. Fatalny start, fatalne rozplanowanie treningu. Nie byłem gotów do startu i to, ku mojemu zdziwieniu, bardziej mentalnie niż fizycznie.
Inaczej było w Wolsztynie. Wyścig, którego nie mogłem się doczekać. Wiedziałem, że będzie to poważny test mnie i miejsca, w którym się znajduję. Wytrzymałem tempo, chociaż nie ustrzegłem się kilku błędów. Na starcie - nerwówka, a na pierwszym ostrym zakręcie akordeon prawie mnie wypluł. Również jazda w grupie na ocenę maksymalnie dopuszczającą. A jednak zarówno wynik, czas jak i całokształt wypadł bardzo dobrze. I to pomimo kraksy!
Co będzie dalej? Najpierw zrobię testy, które pozwolą mi zadecydować, na czym chcę i muszę się skupić. W najbliższych dniach odpoczynek, a potem... zobaczymy.
P.S. Wciąż nie wiem, czy wymieniać tę klamkomanetkę. Z jednej strony uszkodzenie nie wpływa na jej funkcjonalność. Z drugiej zaś tak czy siak będę musiał to prędzej czy później naprawić.