Informacje
czmiel z miasta Wolsztyn
8194.47 km wszystkie kilometry
0.00 km (0.00%) w terenie
14d 04h 46m czas na rowerze
24.05 km/h avg
0 m suma w górę
0.00 km (0.00%) w terenie
14d 04h 46m czas na rowerze
24.05 km/h avg
0 m suma w górę
Kategorie
cele.1
Znajomi
Moje rowery
Szukaj
Wykres roczny
Archiwum
- 2014, Sierpień.1.0
- 2014, Lipiec.15.0
- 2014, Czerwiec.20.0
- 2014, Maj.14.0
- 2014, Kwiecień.16.0
- 2014, Marzec.14.0
- 2014, Luty.4.0
- 2013, Wrzesień.2.0
- 2013, Sierpień.20.0
- 2013, Lipiec.15.0
- 2013, Czerwiec.12.0
- 2013, Maj.17.0
Wpisy archiwalne w miesiącu
Maj, 2014
| Dystans całkowity: | 795.32 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 27:03 |
| Średnia prędkość: | 29.40 km/h |
| Liczba aktywności: | 14 |
| Średnio na aktywność: | 56.81 km i 1h 55m |
| Więcej statystyk | |
Watty się zgadzają
d a n e w y j a z d u
Zgodnie z zapowiedzią dziś coś nad thresholdem... Konkretnie mówiąc, 6 trzyminutowych powtórzeń na poziomie powyżej 115% FTP. Wiaterek trochę sprawę komplikował. Porywy powodowały, że czasem wchodziłem na więcej niż 150%, a momentami spadałem powyżej zakładanych 115%. Nadrabiałem szybko kadencją lub zmianą biegu, więc ogólnie... Watty się zgadzają!42.64 km
0.00 km teren
01:31 h
28.11 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Jutro może coś w stylu ITT? To by było godne zakończenie tego tygodnia.
Drei!
d a n e w y j a z d u
Dziś dużo czasu. Jutro mało. W piątek nie wiadomo, a w weekend w ogóle. Stąd też decyzja - dzisiaj endurance. Trzy godzinki pod bezchmurnym niebem. Lekko, chociaż wiatr pokazał pazury. Momentami ciężko więc było utrzymać watty na wodzy. Ostatecznie wyszło mnóstwo w Endurance, trochę ponad i trochę poniżej. Założenia spełniłem. 79.10 km
0.00 km teren
02:49 h
28.08 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Jutro w planach coś z VO2max. Zaboli?
Trening w dupie
d a n e w y j a z d u
Nie wiem, jak opisać to, co się dzisiaj stało. Niby trening zgodnie z planem, wyrwany gdzieś między 18 a 20 i w pięknej pogodzie. Garmin ustawiony - godzinka w 75-80% FTP i co trzy minutki strzały powyżej 150% FTP i kadencją +100. Myślałem, że chociaż trochę to odczuję, a tu? TSS - 99. Nogi niczym po rozjeździe.45.00 km
0.00 km teren
01:30 h
30.00 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Jutro albo sobie dowalę, albo pokręcę trochę i pojadę w czwartek na tor.
Dziwne dziwności
d a n e w y j a z d u
Trening bez historii. Wyrwane gdzieś tam półtorej godzinki i nawet nie w pełni wykorzystane. W sumie zrobiłem dziś dziwną rzecz i trzy interwały ciut ponad FTP. Wszystko ok, ale miały one długość 15, 10 i 5 minut. Nie wiem, dlaczego tak. Nie wiem, dlaczego najdłuższy najpierw. Nie wiem, dlaczego najkrótszy na koniec. Nie wiem. Po prostu tak sobie ubzdurałem i taką miałem ochotę. A co najciekawsze, wszystko wyszło na śmiesznie małym TSS.45.18 km
0.00 km teren
01:32 h
29.47 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Jutro też, jeśli w ogóle, to trening z dupy.
LMR, czyli Leszno 2014
d a n e w y j a z d u
Podstawowa informacja 1 - dojechałem cały! Podstawowa informacja 2 - złapałem gumę. 90.00 km
0.00 km teren
02:38 h
34.18 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Ale od początku. Do Leszna dotarłem tak, jak chciałem, tj. o 9. Godzina do startu, więc na luzie się zbieram. I tak wpuszczają dopiero od 9:30. I jak nagle nie lunie... Nie powiem, miałem swoje obawy. Leszczyński maraton słynie wszak z trzepaków, a na dodatek taka pogoda. Wraz z czasem się jednak uspokoiło i na start szedłem już pod niekapiącym niebem.
Tu pierwsze zdziwienie. Myślałem, że deszcz odstraszy od wcześniejszego ustawiania się, a o 9:40 już mnóstwo ludu. Ustawiłem się gdzieś tam przyzwoicie i czekam. Wystartowałem spokojnie, przyjechałem tu się ścigać, a nie łamać. Pierwsza kraksa już zresztą 500 metrów za startem. Dorwałem jakąś grupkę i idzie niezłe tempo, chociaż szału nie ma. W grupie zachowywałem się już lepiej niż poprzednio, ale za to niektórzy niezbyt. Jechaliśmy dwójkami. A przynajmniej jechalibyśmy, gdyby każdy trzymał koło, a nie pchał się między dwóch przed sobą, no bo przecież chce wszystko widzieć. Często w ten sposób byłem wypychany, chociaż zapewne poniekąd z własnej winy.
Wszystko szło dobrze. Z incydentów, to dwa razy zrobiło się nerwowo, gdzie sporo hamulców poszło (chyba niepotrzebnie) oraz bidon dostający się między moje oba koła, po którym musiałem przejechać, bo nijak hamować ani robić rybki. Aż tu nagle czuję, że coś jest nie tak. Patrzę na przednie koło..
Guma! No rewelacja! Zatrzymuję się i biorę za wymianę dętki. Doszedł do mnie jakiś koleś, któremu ucieka powietrze i chce pompkę pożyczyć. Ja w międzyczasie sprawdzam oponę (coś mnie tknęło, bo przecież przy 60 kg nie łapie się ot tak gum). Jest i winowajca. Mały metalowy kawałek, który zgiął się w haczyk i nijak nie chce wyjść z opony. Używam łyżek i po 3-4 minutach się z tym uporałem. Koleś wciąż pompuje i już mnie trochę denerwuje, bo muszę podpompować oponę, by ładnie weszła w koło. Czas ucieka, chociaż i tak już było po ptakach. Typ ostatecznie urwał wentyl (a nie miał opony na zmianę!) i poszedł. Ja dokończyłem robotę. Stracony czas - 13 minut.
Ruszam i mam mętlik w głowie. Czekać na grupę za mną (około 1 km) czy gonić grupę przede mną (poza zasięgiem wzroku). Czekam, jadąc powoli. Tylko że oni mnie nie doganiają! Wtedy właśnie zdałem sobie sprawę, że jestem w czarnej dupie. To było dno. Grupa za mną kręciła pewnie tempo 28 km/h.
Jadę więc przed siebie i od tego momentu miałem ITT. Zrezygnowany nie forsuję tempa. Koło miało pewnie z 4-5 bar (więcej nie chciało mi się machać tym pizdrykiem), czas już i tak do bani, a na dodatek założona opona chyba nie zachowywała się normalnie. Kręcę więc spokojnie, co chwilę spoglądając na przednie koło, czy aby na pewno zaraz mi tu nic nie wystrzeli ponownie. W końcu jednak podkręcam tempo (chociaż też bez szaleństw) i po 16 km doganiam jakąś grupę.
Padaka. Jadę więc z nimi tylko chwilę, po chwili dołączając do grupy jeszcze bardziej przede mną i później jeszcze innej. Ostatecznie zaczepiłem się do jednej grupy na 10-12 km. Tempo żałosne, ale moja czasówka mnie już zmęczyła, a przede mną hopki w Zaborówcu. Na nich jednak nie wytrzymuję, depnąłem mocniej i rozciągnąłem grupę. Ktoś tam jeszcze starał się trzymać koło, ale odpuścił.
ITT #2 rozpoczęte. Tym razem już do samej mety czyli +/- 30 km. Dobrze, że chociaż bez wiatru w twarz. Proponuję wyprzedzanym maruderom koło, ale wszyscy odmawiali. Jeden tylko podjął wyzwanie, ale po 500 metrach odpuścił i podziękował ładnie. Dalej już nie proponowałem nikomu.
Na metę wjechałem z żałosnym czasem. Wkurzony, ale i poniekąd zadowolony, bo jakoś ostatecznie wyszło wszystko, a i ze mnie ta złość zeszła podczas blisko dwóch godzin samotnej walki. Połowę trasy (równo 45 km) przejechałem sam na 5 barach w przednim kole, straciłem 13 minut na pompowanie, ale dojechałem.
Kurwa.
Rozkręcenie przed Lesznem
d a n e w y j a z d u
29.00 km
0.00 km teren
01:03 h
27.62 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Corratec Forcia Ultegra Time Trial Machine
d a n e w y j a z d u
Jak w temacie :D Nabyłem dziś lemondkę i nie mogło się obyć bez przetestowania. Wybór padł na najtańszą w miarę rozsądną opcję - 139 zł + przesyłka. Wygląda nieźle, rolę swoją spełnia i jest stosunkowo lekka. Czego chcieć więcej? W ogóle muszę przyznać, że jazda z lemondką jest przyjemniejsza niż myślałem. Nie wiem ile Watt (i czy w ogóle) oszczędzałem, ale jechało się fajnie.45.18 km
0.00 km teren
01:35 h
28.53 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
A co do treningu. Miał być on wczoraj, ale coś mnie bolało kolano, a do tego rano obudziłem się cały zakatarzony. Cały dzień czułem się chory, więc stwierdziłem, że odpuszczam. Wyszło ogólnie dupnie, bo w sobotę jest Leszno, więc jutro znów zrobię luz, a w piątek już rozkręcenie przed zawodami. Słabo.
Dziś? 1x5 min 105-110% FTP i 2x10 100% FTP. Czyli lemondkowo :D
Wystrzałowa godzina
d a n e w y j a z d u
Oj, nie wiem, co mnie dziś pokusiło. Na papierku ten trening wyglądał tak lekko i przyjemnie, a w rzeczywistości bolało niemiłosiernie. No może przesadzam, ale lekko zdecydowanie nie było. Co było w planie? Taka tam sobie godzinka na poziomie 80-85% FTP. Smaczku dodawały jednak trzydziesto-sekundowe "strzały". A ponieważ było ich 15, to każdy mały matematyk obliczy, że zrywałem się z siodełka co 4 minuty. Nie ważne, czy pod górkę, czy zaraz za zakrętem. W grupie też się przecież nie wybiera. Po każdym strzale nie było oczywiście czasu na odpoczynek, a dalej kręcenie na poziomie 80-85%.54.00 km
0.00 km teren
01:50 h
29.45 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Wiatr nie ułatwiał i w zasadzie cieszyłem się na każdy "strzał", bo wtedy nie musiałem się martwić o Watty, a po prostu zapieprzać. Widełki 5% to w moim przypadku około 11-12 wattów, więc mój Garmin się zapipiwał, informując mnie, że albo jadę za mocno, albo za słabo. Nie jest łatwo utrzymać się w tym pułapie, a pod wiatr, z wiatrem bocznym, z wiatrem plecy, wiatrem w tunelu drzewnym itd. jest to jeszcze trudniejsze. Ku mojemu zdziwieniu jednak, zdecydowana większość treningu była w odpowiedniej strefie! Punkt dla mnie! IF zbliżone do 1 podczas treningu? Drugi punkt dla mnie!
Słowo na niedzielę
d a n e w y j a z d u
Miał być wyścig w Toruniu, a była moc w domowych stronach. Po objeździe trasy Pętli Toruńskiej stwierdziłem, że sobie odpuszczam, jeśli tylko będzie padać. Padało. Nie chodziło mi jednak tylko o deszcz, a o trasę. Dużo zakrętów 90 stopni, spory odcinek jednopasmowej drogi otoczonej drzewami i wreszcie wypłukany piasek na wyżej wspomnianych zakrętach. Jeżeli jest zjazd około 4 stopni zakończony zakrętem 90 stopni, a wszystko pokryte piaskiem, to ja dziękuję. A szkoda, bo się podpaliłem na ten wyścig. Profil trasy pasował mi idealnie.65.00 km
0.00 km teren
02:33 h
25.49 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
A dziś? Siła. 6x30 sekund na dużym przełożeniu i przy kadencji 80 oraz 6x2 minuty pod górkę, na dużym przełożeniu i przy kadencji 50-60. Weszło!
Wspominałem, że zaczęło padać 5 minut po tym, jak wyruszyłem z domu? A o wietrze +30 kmh, w porywach spokojnie 35/40?
Wydymany z wszystkich stron
d a n e w y j a z d u
Po trzech dniach przerwy czas było wreszcie usiąść na rower i zrobić swoje. Z racji, że tydzień rege, to i przejażdżka miała taka być. Wiatr wydymał mnie jednak, dął ze wszystkich możliwych stron i w rezultacie wyszło ciut mocniej niż chciałem. Oczywiście były też dwa czy trzy mocniejsze depnięcia. Głównie na lokalnych hopkach, które dumnie, z uniesioną głową przejechałem.79.10 km
0.00 km teren
02:57 h
26.81 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
W sklepie wydałem 700 zł. Blisko 5 stówek na mechanizm manetki + pierdoły, owijka, pancerze itd. Niebieskie pancerze okazały się jednak zbyt ciemne i ogólnie wyszła kicha. Poczekam do następnej owijki z wymianą na czarne.
Jutro krócej i mam nadzieję, że lżej.