Informacje
czmiel z miasta Wolsztyn
8194.47 km wszystkie kilometry
0.00 km (0.00%) w terenie
14d 04h 46m czas na rowerze
24.05 km/h avg
0 m suma w górę
0.00 km (0.00%) w terenie
14d 04h 46m czas na rowerze
24.05 km/h avg
0 m suma w górę
Kategorie
cele.1
Znajomi
Moje rowery
Szukaj
Wykres roczny
Archiwum
- 2014, Sierpień.1.0
- 2014, Lipiec.15.0
- 2014, Czerwiec.20.0
- 2014, Maj.14.0
- 2014, Kwiecień.16.0
- 2014, Marzec.14.0
- 2014, Luty.4.0
- 2013, Wrzesień.2.0
- 2013, Sierpień.20.0
- 2013, Lipiec.15.0
- 2013, Czerwiec.12.0
- 2013, Maj.17.0
Wpisy archiwalne w miesiącu
Czerwiec, 2014
| Dystans całkowity: | 1181.82 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 40:25 |
| Średnia prędkość: | 29.24 km/h |
| Liczba aktywności: | 20 |
| Średnio na aktywność: | 59.09 km i 2h 01m |
| Więcej statystyk | |
Setka z rana
d a n e w y j a z d u
Przedwczoraj test, wczoraj masakra jakaś, więc dziś postawiłem na setkę w strefach tempo i endurance. Zdecydowanie za mało miałem takich wycieczek w tym roku. W ogóle, zrobiłem wiele źle. Nie wiem jak to się stało, ale jest czerwiec, a ja wykręciłem najwięcej km w tym roku (zaraz po lutym oczywiście). To źle, bardzo źle.103.00 km
0.00 km teren
03:38 h
28.35 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Oczywiście można tłumaczyć to faktem, że w marcu/kwietniu/maju zawsze miałem przymusową przerwę. Pamiętam jednak doskonale, jak zadowalałem się krótkimi treningami, bo przecież interwały zrobione zgodnie z planem, to jest ok. Nie jestem z tego ani dumny, ani zadowolony.
Stąd też pojawił się plan, by teraz dowalić sobie kilometraż. Sezon i tak w dupie, forma też. Czas pomyśleć o przyszłości, a by w niej wypaść dobrze, to za mało mam km w nogach.
Trening z rana, jak śmietana?
d a n e w y j a z d u
Oj, nie! Po wczorajszym teście dziś postanowiłem dołożyć solidnie: 2x20 minut na poziomie 95-100% FTP (w tym 30-sekundowe sprinty co 2 minuty) i dla smaczku na koniec 2x5 minut +115% FTP. I...69.00 km
0.00 km teren
02:30 h
27.60 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
... nic z tych założeń nie udało się spełnić. W sensie, jechałem, walczyłem, ale noga w ogóle nie podawała i Watty się nie zgadzały. Miałem wrażenie, jakbym miał próg o 30 oczek niżej. Jak to mówi młodzież - masakracja. Pojawiła się nawet myśl, choć to raczej wątpliwe, że pomiar się rozkalibrował.
Do tego jeszcze prawie cały czas pod wiatr.
A jednak - nogi spuchnięte, jak gdybym wykonał 110% planu. Weszło? Weszło!
Test FTP
d a n e w y j a z d u
No, po tygodniu rege czas było wreszcie zrobić test FTP. Obawiałem się go i, jak się okazało, słusznie. Wybrałem test Coggana, czyli:63.00 km
0.00 km teren
02:11 h
28.85 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
20 min - 65% FTP
3 x 1min - kadencja +100
5 min - max
10 min - 65% FTP
20 min - test FTP
Powrót
Było ciężko, bolało. Ruszyłem za mocno i szybko mnie przytkało. Nie miałem oczywiście takiego zamiaru, ale jakoś tak wyszło. Na szczęście zorientowałem się w porę, ale i tak chyba kilka wattów ze średniej uciekło. Ostatecznie osiągnąłem wynik ciut wyższy niż z ostatnich zawodów. Nie wiem jednak, czy nie podnieść go o tych 5 wattów, które, moim zdaniem, straciłem przez ułańską fantazję. No a całość oczywiście pomnożyć razy 0,95, by obliczyć FTP.
Muszę się zastanowić.
Regeneracja 2
d a n e w y j a z d u
Luźno, z trzema mocniejszymi, krótkimi depnięciami. Od soboty wracam do gry po tygodniu rege. I wreszcie test!
29.00 km
0.00 km teren
01:03 h
27.62 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Regeneracja
d a n e w y j a z d u
Miała być aktywna regeneracja, a wyszło ciut mocniej. Niemniej jednak pokręciłem z kumplem, to i jakoś inaczej minęło. Ogólnie jednak wszystko ok.29.30 km
0.00 km teren
01:00 h
29.30 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Tak w ogóle sporo ostatnio przemyślałem w kwestii mojego kolarstwa. Ciekawe jakie będą efekty.
II Grodowiecki Pielgrzym, czyli masakra na dwóch rundach
d a n e w y j a z d u
Będzie tylko 55 km, myślałem. Nawet nie poczuję, myślałem.55.20 km
0.00 km teren
01:28 h
37.64 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
A jednak Grodowiecki Pielgrzym dał mi w kość. Już od początku niezły ogień. Czołówka pojechała, że tyle ich widziałem i w zasadzie już od pierwszych kilometrów kręciłem z grupą, z którą miałem być już do końca. Współpracę oceniam średnio. Z jednej strony jechaliśmy niby po zmianach, z drugiej zaś kilka osób szarpało i nie ustawiało się adekwatnie do wiatru. W efekcie tego zamiast odpoczywać, gdy się na zmianach nie było, tak naprawdę trzeba było gonić. Od siebie chciałem też dać więcej, niż dałem.
Na hopkach ok, chociaż na drugiej rundzie musiałem już wstać z siodła, czego nie za bardzo lubię. O wiele bardziej jednak wolę kręcić miękko. Brakowało już jednak energii. Nie wiem zresztą, jak to możliwe, ale ssanie w żołądku poczułem już po pierwszych 15 km. Niby makaronik wszedł, owsianka od rana, a jednak. Przyjemnie nie było. To zdanie, zresztą, tyczy się całego wyścigu. Jakoś strasznie ciężko dziś było. Chyba nie doceniłem trasy i masakrycznego wiatru, albo też przeceniłem siebie. Pewnie obie opcje po trochu.
Co do samego Pielgrzyma - rewelacja. Organizacja, pakiet startowy, posiłek. Wszystko mi się podobało.
PS. czas się wreszcie uczyć na błędach!
Przed Grodowieckim
d a n e w y j a z d u
Krótko, lekko, przed Grodowicami.
29.00 km
0.00 km teren
01:08 h
25.59 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Lokalna ustawka
d a n e w y j a z d u
No, zgodnie z zapowiedzią przyszedł czas na integrację z lokalnym środowiskiem. Spokojnie więc pokręciłem 15 km do Wolsztyna, gdzie na stacji już całkiem sporo osób czekało. Kilka jeszcze dojechało i uzbierała się ekipa 20-25 osób. 132.00 km
0.00 km teren
04:16 h
30.94 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Ruszamy zatem i już od początku lekko nie ma. Wielkiej spiny też nie, ale miałem nieprzyjemność jechania po stronie bocznego wiatru. Ogólnie zresztą przez większość czasu, jeśli miało wiać z boku, to ja właśnie po tej stronie jechałem. Ktoś musiał przecież, a głupio zmieniać sobie strony w pociągu wg uznania na lokalnej ustawce.
Pierwsza hopka i wiara szaleje, ktoś tam pociągnął, trochę się porwało. Druga i to samo. Gdzieś tam jeszcze poszła niby ucieczka i nagle wcale nie było tak spokojnie, jak wszyscy zapowiadali. Wszystko po chwili się jednak uspokoiło, by wreszcie dojechać do Zaborówca.
A tam? Ucieczka tuż przed podjazdem, na którą się nie załapałem. Nie wiem w sumie, dlaczego nie zareagowałem od razu, a jak już ruszyłem z korby, to było za późno. W Zaborówcu jechałem zatem spokojnie swoje, niewiele ponad progiem. Zaraz potem był sklep, więc ekipa i tak się połączyła.
Dalej już było trochę szarpania, trochę walki z wiatrem, ale w granicach normy. W pewnym momencie ktoś tam odpadł i kolejny sklep. Niektórzy narzekają powoli, mówią, by na nich nie czekać. Morale kilku opadło. Jedziemy dalej, przez jakiś czas dbając, by nikt nie odpadł. Jak jednak poszedł ogień, to sporo osób zostało. Trzymałem się długo, ale przegapiłem moment, gdy koleś przede mną stracił koło, w efekcie czego spłynąłem na ostatnich 400 metrach.
W Rakoniewicach podzieliliśmy się na tych jadących do Nowego Tomyśla i tych do Wolsztyna. Tu tempo już spokojne, wręcz żółwie. No a z Wolsztyna już do domu.
Świetny trening, wysokie TSS i sporo nauki. Kontakty nawiązane, nogi zmęczone. Wszystko super.
Dorzucam do pieca...
d a n e w y j a z d u
...choć to taka tam dosypka raczej niż "porządny" trening. Z drugiej strony IF wskazało 0.98, czyli jak na trening to bardzo wysoko. Zdaję sobie sprawę, że wczoraj pisałem coś tam o odpoczynku. Dziś jednak, nogi czuły się wyjątkowo dobrze, o wiele lepiej niż wczoraj po niedzielnym treningu. Czując więc jakąś tam świeżość, widząc słoneczko za oknem i mając godzinkę do zagospodarowania, postanowiłem ruszyć na trening.29.00 km
0.00 km teren
00:57 h
30.53 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
A cóż takiego na nim? 15 minut kręcenia, pół godziny w wysokich pułapach strefy tempo, podczas których co dwie minuty robiłem 30-sekundowe sprinty (wyszło ich 13) i wreszcie 15 minut rozjazdu. Tak się uzbierała godzinka z mocnymi trzydziestoma minutami. Krótko, acz intensywnie, więc mam nadzieję, że weszło w nogi. A teraz? Teraz już naprawdę odpoczynek.
Pozamiatany
d a n e w y j a z d u
Diabelski pomysł jawił się od wczoraj w mojej głowie. Dać sobie ostro w kość i zrobić dwa dni przerwy. W czwartek lokalna ekipa robi grupową przejażdżkę, na której bardzo chcę być, bo czas wreszcie się zintegrować ze środowiskiem. W sobotę z kolei start, więc tak trochę wszystko dupnie wypada. Stąd też plan: niedziela, poniedziałek - mega mocno; wtorek, środa - odpoczynek; czwartek - grupa; piątek - lekko przed sobotą i wreszcie w sobotę wyścig.76.00 km
0.00 km teren
02:39 h
28.68 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Co zatem dziś robiłem?
24 minuty w strefie tempo (w tym sześć 20-sekundowych sprintów),
4x2 minuty pod górkę przy FTP +125% i niskiej kadencji (powtórka z wczoraj),
32 minuty w strefie tempo (w tym osiem 20-sekundowych sprintów),
5x2 minuty przy FTP +115%
Tak, jak teraz patrzę, to nie wygląda to tak strasznie. Tymczasem całkowicie mnie to pozamiatało...
Przerwa!