Informacje

avatar

czmiel
z miasta Wolsztyn
8194.47 km wszystkie kilometry
0.00 km (0.00%) w terenie
14d 04h 46m czas na rowerze
24.05 km/h avg
0 m suma w górę

Kategorie

cele.1  

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

Moje rowery

Szukaj

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy czmiel.bikestats.pl

Archiwum

Wpisy archiwalne w miesiącu

Lipiec, 2013

Dystans całkowity:835.32 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:28:48
Średnia prędkość:29.00 km/h
Liczba aktywności:15
Średnio na aktywność:55.69 km i 1h 55m
Więcej statystyk

Wydymana antylopa

Wtorek, 30 lipca 2013 | dodano:30.07.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
52.00 km
0.00 km teren
01:54 h
27.37 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Wpis się usunął. Dupa. Dziś walka z wiatrem i tyle w temacie.

Patetyczna antylopa

Sobota, 27 lipca 2013 | dodano:27.07.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
115.00 km
0.00 km teren
04:10 h
27.60 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Opowiem wam dziś historię. Będzie ona pełna patosu, bohaterstwa, potu i bólu. Czyli jak całe kolarstwo, jednakże po raz pierwszy w moim wykonaniu.

Pierwszy dzień tygodnia treningowego jest ciężki. Nogi niby są już wypoczęte, a jednak brakuje im świeżości, czy może bardziej rytmu. Z tego też powodu w planach było spokojnych 60 km po górkach.

I wtedy szok! Dziś ostatnia przejażdżka w górach, jutro trzeba wracać do domu! Ale jak to!? - Buntowałem się! - Ja przecież jeszcze nie wjechałem na Kahler/n Asten! Decyzja mogła być jedyna! Dzisiaj jest ten dzień!

Ale jak to!? - Buntował się mój organizm. - W tym upale! Nie było już jednak odwrotu. Decyzja zapadła. Decyzja, której skótki odczuwam do teraz! (na trzy godziny po treningu).

A jednak czułem się dobrze od początku. Ku mojemu zdziwieniu nogi pedałowały gładko, rytmicznie. Organizm miał zamiar sprostać zadaniu, które mu powierzyłem. Gdyby wtedy tylko już wiedział...

Około 40 km dowiaduję się, że moja trasa w Garminie jest zamknięta. Trzeba skorzystać z objazdu. Czułem się wyśmienicie, jadę! Widziałem, jak przemijają kolejne kilometry, nie wiedząc jednak, dokąd jadę. Mój Garmin 500 nie ma przecież map! Wiedziałem tylko, że zrobię więcej niż zakładane 104 km. I to po górach.

Byle pod górę! Brzmiała dywiza. Jeśli mam zdobyć drugi najwyższy (Kahler Asten jest o dwa metry niższy niż Langenberg) szczyt Nordrhein-Westfallen to droga mogła być tylko jedna i z pewnością prowadziła pod górę.

Wreszcie znak! Nie, nie od Boga! Drogowy! Kahler Asten! Jestem na dobrej drodze. Coś mnie jednak pokusiło i skręciłem za wcześnie, przez co musiałem zdobyć go częściowo pieszo. 700 metrów po dość stromej skalistej drodze w butach szosowych z rowerem pod pachą. Nic nie mogło mnie teraz powstrzymać!

Pytany o pierwsze wrażenie tam, na góze, do teraz odpowiadam to samo. Cholera, przecież prowadzi to asfaltowa droga! Drugie wrażenie już jest bardziej pozytywne i związane z widokami.

Wypijam więc dużą Colę w hotelu z wieżą widokową i zjeżdżam na dół. Po kilometrze przypominam sobie, że nie zrobiłem zdjęcia. Kto mi teraz uwierzy?!

Droga do domu była pod wiatr. A wiało cholernie. Niewzruszony tym jednak jadę dalej, na chwilę jednak zatrzymując się przed orszakiem ulicznym podczas jakiegoś wiejskiego święta. Naziści Dziadkowie ubrali się w jakieś stare zielone mundury i szli za czymś do złudzenia przypominającym gapę. Tylko swastyki na dole zapomnieli.

Na 80 km przypominam sobie drugą rzecz - przez całą drogę zapomniałem jeść. Zaabsorbowany zmienioną trasą i w ogóle wrażeniami nie sięgałem do mojej tylniej kieszonki z łakociami. Wciągnąłem więc żelik enduro, bo batonik by trochę wiecej czasu potrzebował. Wiedziałem już jednak...

Było za późno! Odcięło mnie jak gówniarza i ostatnie kilometry to była mordęga. Wiatr wzmagał się momentami, by mi jeszcze trochę podokuczać. Sku gnojek!

A jednak dojechałem. Nie dzwoniłem po odholowanie. Zacisnąłem zęby i pośladki i dymałem do domu. Co czuję? Radość. Wiedząc, że trasa się wydłuży, nie wiedząc natomiast o ile, zaryzykowałem i nie zawróciłem. I to po górach, które nie są moim żywiołem. Ból. Nogi bolą jak cholera.

Pytacie, czy zrobiłbym to jeszcze raz? Tak!

P.S. Dane z Garmina w połowie mi przepadły. Czas jest orientacyjny, dystans jednak nie.

P.S.2 Łączna (REALNA, a przynajmniej ta podawana przez Garmin) ilość podjazdów i zjazdów jest taka sama (trasa była tam i z powrotem) i wyniosła rekordowe dla mnie 1500! Wg GPSies i temu podobnych wynosiła jednak 2000.

P.S.3 Średnia temperatura 32 stopnie. Najwyższa 36, najniższa 29. Jechałem jednak dużo w słońcu.

Poranna antylopa

Czwartek, 25 lipca 2013 | dodano:25.07.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
70.00 km
0.00 km teren
02:30 h
28.00 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Wiedząc jakiej pogody można się spodziewać wieczorem, postanowiłem udać się na wojaże wcześniej. Z tą poranną w tytule to trochę popłynąłem, ale godzina 11 to dla mnie dość nietypowa pora na jazdę.

W planach było 75 km i tyle wyszło. Dziś mija 6 dzień treningów. Najbardziej przypominają mi o tym nogi, którym dziś, wbrew planom, nie odpuściłem tak, jak chciałem.

Ogólnie z tygodnia jestem średnio zadowolony. Na plus zdecydowanie kolano, które odzywało się bardzo rzadko. Chyba jestem na dobrej drodze. Na plus też podjazdy, co prawda w żółwim tempie, ale pokonane bez zsiadania. 15% podjazd boli. Duma przy zsiadaniu bolałaby jeszcze bardziej ;)

Na minus tempo. Ogólnie, prędkośći nie zachwycają. Fakt, jeżdżę w górach, jednak tych 28 km/h boli. Z drugiej strony, jak sobie pomyślę o maju, gdzie miałem problemy z dojściem do średniej 28-29 to postęp cieszy.

Jutro wolne! W sobotę nazat w góry!

Antylopa wieczorową polą

Środa, 24 lipca 2013 | dodano:24.07.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
41.00 km
0.00 km teren
01:25 h
28.94 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Zastanawiałem się już od wczoraj, czy udać się dziś na trening. Prognozy były jednoznaczne - burze. Niebo nic jednak nie zapowiadało. Pojechałem więc (autem) zwiedzać lokalne miasteczko, by wrócić o 18 i stwierdzić, że pogoda przynajmniej zachęca do treningu.

Udałem się na niego więc i nie żałuję. Jechało się dobrze. Bardzo dobrze. Kolano się odezwało raz, ale szybko zamilkło. Rewelacja! Również górki jakoś tak szybko przeleciały. Bardzo, bardzo, fajnie!

Przestraszona antylopa

Wtorek, 23 lipca 2013 | dodano:24.07.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
40.00 km
0.00 km teren
01:25 h
28.24 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Miało być 75, a zaczęło grzmieć i błyskać. Udałem się do domu. I słusznie, głupio by było być złapanym przez burzę w górach. Nadeszła ona zresztą bardzo szybko.

Rozskakana antylopa

Poniedziałek, 22 lipca 2013 | dodano:22.07.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
56.00 km
0.00 km teren
01:57 h
28.72 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Jadąc pod górę człowiek myśli o dwóch rzeczach, nieziemsko szybkim zjeździe i pięknym widoku. Zmęczony wdrapuje się więc na szczyt, by zjechać z niego z prędkością bynajmniej niezadowalającą, ponieważ droga jest zbyt kręta by się rozpędzić. Co do widoku natomiast, to drzewa i tak wszystko zasłaniają i jedyne, co można zobaczyć to... rodzina... na rowerach turystycznych... obładowanych bagażami... z czego jeden ma doczepiony przeczepkę-wózek dla swojego 3-letniego syna!

No ale... dobrze się dziś jechało. Zgodnie z przewidywaniami dzień trzeci był optymalny. I nie było ważne, że podjazdów ponad połowę więcej (blisko 800m), że dłuższe, choć mniej strome. Dziś się po prostu dobrze jechało.

Kolano nie zabolało ani razu na trasie. Teraz natomiast je (chyba) czuję. Nie wiem, co mam o tym myśleć.

Zmęczona antylopa

Niedziela, 21 lipca 2013 | dodano:21.07.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
41.00 km
0.00 km teren
01:29 h
27.64 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Miałem dziś jechać 60 km po terenach z mniejszym stopniem nachylenia za to większą ilością podjazdów. Wyjeżdżając jednak na garminowską trasę pomyliłem kierunek i zamiast w lewo, pojechałem w prawo. W obawie przed jednokierunkowymi trasami itd. stwierdziłem, że dziś pojadę to samo co wczoraj.

Nie był to jednak jedyny powód. Nogi już nie miały tej świeżości. W zasadzie, dziwiłem się wczoraj, że w ogóle ich nie czułem. Tymczasem dziś na rowerze dziwiłem się już, że jednak je czuje.

Szczyty, szczyciki, pagórki, czy jak je bym tam zwał (chociaż porównałem sobie profil trasy do Sobótki, i jest on trudniejszy) pokonałem w tym samym czasie. Poza pierwszą i tu chyba właśnie miałem straty względem wczoraj.

Kolano wczoraj nie bolało wcale. Dziś w zasadzie też nie, dopiero na chwilę przed startem dało lekki sygnał ostrzegawczy. Zdecydowałem się jednak jechać. Na trasie raz czy dwa zakłuło, poszczypało i przestało. Zobaczymy jak się dziś wieczorem będzie zachowywać.

Młoda antylopa

Sobota, 20 lipca 2013 | dodano:20.07.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
42.00 km
0.00 km teren
01:29 h
28.31 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Budzi się powoli ten mały, niespełniony góral do życia. W okolicy u mnie płasko, więc wypad w pagórkowate tereny Hesji traktuję jako mały test, który dzisiaj, pierwszego dnia, wypadł przyzwoicie.

Liczba wzniesień być może nie powala (około 600), za to kąty nachylenia sięgające 14% już owszem. Nie powiem, ciężko było, ale do 10% dawałem spokojnie radę. Przy dwunastu wołałem o pomoc, a czternastu chciałem śwignąć rower w przepaść.

Kolano zabolało w jednym momencie, ale chyba ogólnie jestem na dobrej drodze. Nie chcę chwalić dnia... ale winą obarczam nietypowy jak dla mnie luz w pedałach. Zobaczymy wieczorem i jutro, co na to moje kolano powie.

Coś tam kłuje, coś tam stuka...

Wtorek, 16 lipca 2013 | dodano:16.07.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
40.00 km
0.00 km teren
01:15 h
32.00 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Nie wiem już sam, co o tym myśleć. Dziś przejechałem, zgodnie z planem, aż 10 km rozgrzewki. Nogi czuły się podczas niej wyśmienicie, jednak później, po około 10 km treningu coś znowu ukłuło, coś zabolało. Po jakimś czasie przeszło, ale boję się o to kolano.

Z tego też powodu zamiast planowanych 80 km zrobiłem zaledwie 54, z czego stricte treningowych wyszło 40. Nie chciałem nadwyrężać tego i tak już sfatygowanego stawu. Zobaczymy, co będzie wieczorem i jutro. Jak nie będzie boleć, to będę w siódmym niebie.

Sama jazda? Hmmm dobra. Średnia naprawdę przyzwoita, a byłaby wyższa, gdyby nie fakt, że moja trasa prowadzi przez miejscowość letniskową. Dziewczyny, wlekące, czy zawadzające auta itd. Średni puls 160. Wysoki, ale po dwóch dniach przerwy nie ma co się dziwić. Nie podoba mi się natomiast kadencja, 80. Chociaż jest spowodowana pagórkami oraz właśnie rzeczoną miejscowością letniskową.

Jestem bardzo ciekaw wieczoru i czy kolano znów się odezwie.

Wiater wieje

Sobota, 13 lipca 2013 | dodano:13.07.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
65.52 km
0.00 km teren
02:11 h
30.01 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Wiater wieje, jeździć nie daje. I to może zastąpić cały komentarz odnośnie dzisiejszego treningu. Łącznie wyszło coś ponad 80 km, z czego 15 to rozgrzewka i rozjazd. Tak, dobrze słyszycie. Wreszcie zacząłem podchodzić do sprawy poważniej. Muszę dbać o nogi, a się odwdzięczą.

Pierwszych, rozgrzewkowych 10 km z wiatrem 25/28 km/h(w porywach powyżej 30km/h) w plecy, przeleciało błyskawicznie. Noga, a w zasadzie ścięgna, przestała boleć i postanowiłem rozpocząć trening. Podczas tego nie nadążyłem się jednak nacieszyć wiatrem, gdyż po około 15 km fortuna się odwróciła (a wraz z nią mój kierunek jazdy).

Oznaczało to tylko jedno. Kolejnych 50 km to będzie dupcenie pod wiatr. Celem na dziś było utrzymanie tempa bez żadnych przerw, odpoczynków itp. To się udało. Wyszła przy tym średnia 30 km/h, która zważywszy na warunki i ten wiatr, który wcale nie był podmuchem lekko smagającym policzki, to jestem zadowolony.