Informacje

avatar

czmiel
z miasta Wolsztyn
8194.47 km wszystkie kilometry
0.00 km (0.00%) w terenie
14d 04h 46m czas na rowerze
24.05 km/h avg
0 m suma w górę

Kategorie

cele.1  

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

Moje rowery

Szukaj

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy czmiel.bikestats.pl

Archiwum

Wpisy archiwalne w miesiącu

Czerwiec, 2013

Dystans całkowity:762.90 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:25:35
Średnia prędkość:29.82 km/h
Liczba aktywności:12
Średnio na aktywność:63.57 km i 2h 07m
Więcej statystyk

Nie mów hop... ka!

Niedziela, 2 czerwca 2013 | dodano:02.06.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
35.00 km
0.00 km teren
01:13 h
28.77 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Po wczorajszym ściganiu przyszedł czas na rozjazd. Urozmaiciłem go jednak dwoma niewielkimi hopkami, na które wjechałem łącznie 9 razy (jakoś tak dziwacznie wyszło, choć w planach było 8).

Treningi szybkościowe przyniosły już swój efekt. Jest lepiej. Teraz czas popracować nad górkami, bo co mi po szybkości, skoro po pierwszej lepszej górce będę jechał sam...

X Gryfickie Maratony Rowerowe im.Tadeusza Sobkowiaka

Sobota, 1 czerwca 2013 | dodano:01.06.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
75.00 km
0.00 km teren
02:03 h
36.59 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Nie wiedziałem, czego się spodziewać, więc nie spodziewałem się niczego. I, całkiem niespodziewanie, wyszło bardzo dobrze...

Do Niechorza pojechałem z moją drugą połówką dzień wcześniej. Zaczęło się nieciekawie. Organizator naciągnął mnie na 30 zł (że niby nie otrzymali mojej wpłaty w terminie), a właścicielka pokoju, który wynajmowałem miała pretensje, że przyjechałem tylko na jedną noc (że niby nie zrozumiała mnie dobrze, gdy telefonicznie rezerwowałem pokój).

Na kolację zjadłem za to lasagne. Pyszną lasagne, która jednak przysporzyła mi niemałych problemów podczas porannej toalety. W efekcie czego oprócz stresu przedstartowego musiałem też zwalczyć problem gastryczny...

Wylosowana grupa była wielką zagadką. Na starcie szybko się zorientowałem, że nie wygląda to najlepiej. Z 11 osób była nas 4, którzy pociągnęli mocno na starcie. Już na pierwszych km okazało się jednak, że przyjdzie nam jechać w trójkę.

A prawie jechałbym w pojedynkę. Popełniłem błąd, duży błąd. Nie przeanalizowawszy odcinka zacząłem jeść batonik... tuż przed górką. Efekt tego był taki, że nos zapchany, usta zapchane i został mi tylko jeden otwór, który jednak wolałem, by został zamknięty. Koledzy, trochę z musu(w dwójkę by też nie mieli lekko), a trochę z dobroci serca poczekali jednak na mnie! Wielkie dzięki, bo zginąłbym marnie.

Tempo było zawrotne, zmiany krótkie i wszystko szło jak powinno aż do 60 km, gdy nasza trójka się rozdzieliła. Nie wiem dokładnie, jak to się stało, ale w pewnym momencie zawisłem w środku, między moimi dwoma kompanami. Jeden dużo przede mną, drugi dużo za mną. Spanikowałem i... zwolniłem. To był błąd. Kolega z tyłu spuchł i przez resztę trasy to ja pracowałem więcej z przodu. Miałem jechać w trupa za uciekinierem (który był nim bardziej z przypadku niż woli). Kto wie, może by nawet było pudło w mojej kategorii?

Lekcje wyciągnięte, zadanie domowe odrobione. Przemyślenia mam, a i doświadczenie zebrane. Dodajmy do tego bardzo dobre miejsce oraz czas, jak i miły wieczór nad morzem i wyjdzie, że weekend bardziej niż udany!