Informacje

avatar

czmiel
z miasta Wolsztyn
8194.47 km wszystkie kilometry
0.00 km (0.00%) w terenie
14d 04h 46m czas na rowerze
24.05 km/h avg
0 m suma w górę

Kategorie

cele.1  

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

Moje rowery

Szukaj

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy czmiel.bikestats.pl

Archiwum

Wpisy archiwalne w miesiącu

Czerwiec, 2014

Dystans całkowity:1181.82 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:40:25
Średnia prędkość:29.24 km/h
Liczba aktywności:20
Średnio na aktywność:59.09 km i 2h 01m
Więcej statystyk

Hop, hop, hop po hopce

Niedziela, 15 czerwca 2014 | dodano:15.06.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
67.50 km
0.00 km teren
02:24 h
28.12 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Dwa dni przerwy minęły. Czas do pracy. Dziś od 6:30 start... na uczelnię. Zajęcia wyjątkowo krótkie i o 12:30 byłem w domu. Poczekałem do Criterium du Dauphine, by się przygotować mentalnie na trening górski i heja niczym Contador za Talanskim. 

Zaczęło się od 2x10 min docelowo w SweetSpocie. Docelowo, bo ciężko jest jednak zmieścić się w tych 5%. Ostatecznie weszło fajnie w średniej, ale w terenie ogólnie trudno wytrzymać w takim przedziale. Potem 8 powtórzeń na górkach po dwie minuty. FTP na poziomie +125%, a do tego niska kadencja. Jestem ciekaw, jaka będzie reakcja kolan. Mam nadzieję, że żadna. 

Skończyłem tak, jak zacząłem. 2x10 minut SweetSpot i heja do domu...

Szybki strzał

Czwartek, 12 czerwca 2014 | dodano:12.06.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
29.00 km
0.00 km teren
00:57 h
30.53 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
W sobotę zaliczenie, więc i treningi ostatnio krótkie. Dziś już ostatni, bo czas nauki coraz dłuższy. Jutro wcale. Dzisiejsze menu wyglądało ciut inaczej, ale roboty drogowe troszku pokrzyżowały mi plany. Miało być 3 x 10 min, gdzie podczas każdego interwału byłyby 3 sprinty. Tak, żeby nogi pamiętały o równej mocy na progu, a do tego domieszka strzałów.

A wyszło? W sumie udało się zrobić tylko dwa powtórzenia, potem to już była szarpanina i walka z robotami drogowymi i wiatrem. W rezultacie mamy bardzo dziwny, godzinny trening (czy tak to na pewno nazwać?) ze średnią mocą na poziomie 82% FTP (i to wliczając rozgrzewkę i rozkręcenie)

Już widzę, jak wygrywam...

Środa, 11 czerwca 2014 | dodano:11.06.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
49.70 km
0.00 km teren
01:43 h
28.95 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Hoho, dziś to się zrobiło profesjonalnie. W planie Race-Winning Intervals. Brzmi nieźle, wygląda nieźle i wchodzi w nogi też nieźle. A cóż to takiego? Zaczyna się lajtowo, 5 jednominutowych powtórzeń z kadencją +110. Chwila odpoczynku i... 5-8 (ja zrobiłem 6) pięciominutowych interwałów:

30-45 sekund sprintów z utrzymaniem mocy 200-300% FTP
4 minuty 100-110% FTP
15-sekundowy strzał +200% FTP

Na koniec miało być jeszcze 8 minutowych powtórzeń na wysokiej kadencji, ale wiatr mi pokrzyżował plany i za szybko wróciłem do domu. Było tylko 5. 

Hoho, już widze jak wygrywam. :D

Przyjemne interwałowe kręcenie...

Wtorek, 10 czerwca 2014 | dodano:10.06.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
45.60 km
0.00 km teren
01:38 h
27.92 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Wczoraj postanowiłem dać nogom odpocząć. Chyba, mimo wszystko, zasłużyły. Dziś już jednak powrót na rower i od razu z grubej rury: 
- 1 x 5 min (106-115% FTP)
- 6 x 3 min (120% FTP)
- 4 x 2 min (135% FTP)

Ku mojemu zdziwieniu kręciło się wyjątkowo dobrze. Nogi bardzo świeże, nic nie bolało, nic nie kuło, za to bardzo przyjemnie kończyło się kolejne interwały.

Jeden tylko problem - technologia zawiodła. Z jakiegoś powodu momentami pomiar mocy drastycznie spadał, jak gdyby łączność nie stykała. Wymienię baterię i zobaczymy.

Nie tak miało być

Niedziela, 8 czerwca 2014 | dodano:08.06.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
65.00 km
0.00 km teren
02:24 h
27.08 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Nogi czuły się dobrze po wczoraj. TSS oraz IF nie były aż tak wysokie (chociaż oczywiście wyższe niż normalnie), więc postanowiłem zrobić dziś po prostu kolejny dzień treningowy. To był błąd. W planach było 45 minut (75-95% FTP) praz 2x10 (100-105% FTP). Już podczas 45 minut zorientowałem się, że z reszty planu nici i pozostało mi jedynie pokręcenie na spokojnie. 

Dlatego właśnie, to nie tak miało być:
- nie miało być tak ciężko,
- nie miało być tak gorąco,
- nie miało pobolewać kolano.

DNF, czyli nie pijesz - nie jedziesz

Sobota, 7 czerwca 2014 | dodano:07.06.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
84.62 km
0.00 km teren
02:42 h
31.34 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
No to zapłaciłem frycowe po raz n-ty. Przede wszystkim złapałem się już na początku na tym, że runda honorowa w roadmaraton wygląda trochę inaczej niż to sobie wyobrażałem. Nie wiem, czy pilot jechał za szybko, czy też dla niektórych było to faktycznie lekkie kręcenie, ale jak dla mnie już od początku było nieźle wrzucone do pieca. Stając mniej więcej w środku już nie miałem szans czołówki dogonić. Zapewne i tak zresztą bym się nie utrzymał. 

Po drugie podczas zawodów, a szczególnie w upalne sobotnie popołudnie należy pić. Dużo pić. Po pierwszej rundzie nie brałem wody, no bo przecież mam dwa bidony. Szkoda, że w połowie drugiej rundy jeden z nich wylądował na glebie, w efekcie czego zostałem z jednym, pustym bidonem. Po drugiej rundzie wodę już chciałem zatem wziąć. Niestety, po stronie, po której przejeżdżałem przez bufet, akurat jej nie mieli.

Już wtedy zastanawiałem się, czy to nie jest szaleństwo. Stwierdziłem jednak, że dam radę przejechać tę rundę i przed ostatnią już na bank wodę wezmę, choćbym miał przejechać przez bufet z prędkością 5 kmh. I co? Po trzeciej rundzie dawali już tylko wodę w kubeczkach. Wypiłem, ale zaraz potem stanąłem. Głowa bolała, mięśnie powoli też.

Nie wiem, czy przejechałbym tych ostatnich 20 km. Być może. Jednak to, jak bardzo czułem się wycieńczony w drodze powrotnej utwierdziło mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłem. Byłem na granicy odwodnienia. Teren nie był taki lekki wcale lekki, a pogoda dorzuciła swoje. Przejechać to na 750 ml płynów byłoby strzałem w stopę.

Suma summarum - dobry trening po górkach, jakich nie mam w okolicy. Kolejne doświadczenie zebrane i lekcje odrobione.

P.S. na górkach wcale nie odstawałem. Wręcz przeciwnie, czułem się dobrze i często wjeżdżałem pierwszy w grupie. 

Takie tam przed Leśnicą

Piątek, 6 czerwca 2014 | dodano:07.06.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
30.00 km
0.00 km teren
01:05 h
27.69 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal

Pamiętajcie dzieci, by zachować koncentrację do końca treningu!

Środa, 4 czerwca 2014 | dodano:04.06.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
71.20 km
0.00 km teren
02:24 h
29.67 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Trzeci dzień powrotu za mną. Jest dobrze, chociaż braki wychodzą. Nogi już jakby cięższe, ale kręcić chciały. Puls wciąż jakby taki nienormalnie niespokojny, chociaż średni wyszedł całkiem ok. Być może sobie wmawiam...

Dziś w planie godzinka poniżej LT z dziesięciosekundowymi burstami co 3 minuty. Wyszło więcej, bo jak już się rozkręciłem... nie no, niewiele więcej (godzinka piętnaście), ale zawsze.

Wciąż się zastanawiam nad Leśnicą. Mam jeszcze z godzinę na podjęcie decyzji.

P.S. Co ja dziś zrobiłem? Już przed domem idiotycznie wypiąłem się nie tą nogą, co zawsze i taki zamyślony jakiś przechyliłem się automatycznie na stronę, gdzie zawsze się wypinałem. Efektu możecie się domyślić. Z rowerem na szczęście wszystko ok, a ja trochę poodzierany. Kretyn.

Zupełnie inny nastrój

Wtorek, 3 czerwca 2014 | dodano:03.06.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
79.22 km
0.00 km teren
02:42 h
29.34 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Po wczorajszej przejażdżce pojawił się ból w przedzie kolana. Miałem spore wątpliwości. Z jednej strony, trening po dłuższej przerwie, więc być może za mocno pojechałem. Z drugiej zaś, przecież aż tak mocno nie było. Przypomniałem sobie, że gdzieś tam to kolano się odzywało wcześniej. Decyzja - siodełko idzie w tył.

Z tego powodu dziś najpierw jazda taka na wyczucie. Pierwszych 40 km raczej spokojnie, z mocniejszymi momentami. Z racji, że kolano nie dawało o sobie znać (a w zasadzie, dawało, gdy mi się dupa przesunęła do przodu), stwierdziłem, że jest zielone światło. Na następnych 40 km zrobiłem zatem jeszcze trzy interwały po 10 minut powyżej LT. Puls natomiast oczywiście szaleje...

Fajny trening wyszedł. Szkody po długiej przerwie nie są chyba aż tak duże, jak myślałem.

Wkurwiony wracam do gry

Poniedziałek, 2 czerwca 2014 | dodano:02.06.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
45.48 km
0.00 km teren
01:36 h
28.42 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Marzec - tydzień przymusowego wolnego; kwiecień - tydzień przymusowego wolnego; maj - tydzień przymusowego wolnego...

Znów był zatem tydzień (a w zasadzie półtora) bez treningów. Mam wrażenie, że robię dwa kroki do przodu i jeden w tył. Coś cały czas ciągnie mnie w dół. Jak tu trenować i się rozwijać?

No jakoś trzeba, więc nie marudzę.

Dziś zatem na początek lekko i krótko. Bez forsowania po 10 dniach bez kręcenia. 

Bez historii.