Informacje

avatar

czmiel
z miasta Wolsztyn
8194.47 km wszystkie kilometry
0.00 km (0.00%) w terenie
14d 04h 46m czas na rowerze
24.05 km/h avg
0 m suma w górę

Kategorie

cele.1  

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

Moje rowery

Szukaj

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy czmiel.bikestats.pl

Archiwum

Wpisy archiwalne w miesiącu

Lipiec, 2013

Dystans całkowity:835.32 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:28:48
Średnia prędkość:29.00 km/h
Liczba aktywności:15
Średnio na aktywność:55.69 km i 1h 55m
Więcej statystyk

A po burzy... tęcza?

Piątek, 12 lipca 2013 | dodano:12.07.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
54.30 km
0.00 km teren
01:54 h
28.58 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Koszmar nie trening. Tak bym opisał dzisiejszy wypad na rower. Zaczęło się wszystko od pogody. Około godziny 14-15 porządnie lunęło, w związku z czym wybór padł na treningowego Schwinn Adrenalin. Tani, trochę przydużawy, a do tego z niskim ciśnieniem w oponach. Z założenia do jazdy w deszczu, więc i zależy mi na przyczepności. No ale...

Początek był obiecujący, pierwszych 5 km w przyjemnym tempie, przy lekkim wiaterku w plecy. Być może trochę jednak przesadziłem, gdyż jak mnie nie sieknie ból. Ścięgna lewej nogi prawdopodobnie się ponaciągały. Nie wiem jednak czy od zmiany pozycji na rowerze, czy też od braku solidnej rozgrzewki.

Co by jednak powodem nie było, ból uniemożliwił mi zrealizowanie planu treningowego. Miał być górski, a było? Wleczenie się przez pierwszych 36 km. Średnia prędkość 27,7 km/h mówi chyba wszystko. Później jakby jednak się ból rozjechał wreszcie. Przyspieszyłem i utrzymałem tempo 30 km/h już do końca. W rozliczeniu końcowym daje to żałosny rezultat, jednak z drugiej części jestem zadowolony.

Dzień czwarty

Środa, 10 lipca 2013 | dodano:10.07.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
55.30 km
0.00 km teren
01:50 h
30.16 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Dzień czwarty wielkiego powrotu był ciężki. Nie będę ukrywał, że się nieźle męczyłem przy wietrze 25 km/h, który już ze swojej natury nie lubi mi sprzyjać, a czasami jest wręcz wredny.

Dodatkowo nie wytrzymałem i zbeształem kierowcę, który wymusił pierwszeństwo. Miał pecha, że był już trzecim wymuszającym dziś. Ja z kolei miałem pecha, że zrobiłem to w mojej wsi na oczach ludzi.

Z samej jazdy jestem zadowolony. W zasadzie już w ogóle nie musiałem łapać oddechu. Płuca przyzwyczaiły się do wysiłku, a i puls jakiś taki bardziej adekwatny do wysiłku.

W każdym razie był to dzień czwarty i ostatni wielkiego powrotu. Jutro dzień regeneracji i od piątku normalne tygodnie treningowe.

Ofiary wielkiego powrotu

Wtorek, 9 lipca 2013 | dodano:09.07.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
61.70 km
0.00 km teren
01:58 h
31.37 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
W dniu trzecim wielkiego powrotu nie obyło się bez ofiar. Niczemu winien bidon padł na asfalt niczym rażony piorunem. Nie było jednak miejsca na przyjaźń i zbędną kurtuazję. Musiałem jechać dalej, oglądając się jedynie z łezką w oku. Inna teoria mówi, że bidon był stary, brzydki i tani, podczas gdy nowe już od wczoraj są w drodze.

Co to jazdy... Rewelacja! Oczywiście wciąż musiałem łapać oddech, ale wreszcie, rytmicznie, a co najważniejsze dość szybko dotarłem do celu, nie odpuszczając ani na moment. Z mniej przyjemnych informacji muszę napisać o bólu kolana spowodowanym zbyt dużą kadencją. Trzeba było na zjeździe zwiększyć bieg, a nie kręcić jak turbina! Człowiek uczy się na błędach.

Powoli, do przodu

Poniedziałek, 8 lipca 2013 | dodano:08.07.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
50.80 km
0.00 km teren
01:41 h
30.18 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Dzień drugi wielkiego powrotu. Trasa ta sama, warunki jednak niekorzystne. Oj, dużo walki z wiatrami dziś było. Jechało się jednak wyjątkowo przyjemnie.

Chociaż początkowo, za sprawą wiatru dużo się ze sobą zmagałem. Zapomniałem już, jakie to uczucie, gdy wiatr wychodzi nam naprzeciw. Zacisnąłem jednak zęby, zmniejszyłem przerzutkę i zwiększyłem kadencję. Byle do przodu!

W zasadzie tak wyglądała cała podróż. Poza nielicznymi momentami, gdy wiatr był sprzyjający musiałem postawić na kadencję niż na siłę nóg (zwłaszcza, że są jeszcze bardzo słabe).

Powrót z zaświatów

Niedziela, 7 lipca 2013 | dodano:07.07.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
50.70 km
0.00 km teren
01:40 h
30.42 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Po spowodowanych chorobą i wyjazdem służbowym 20 dniach bez porządnych treningów wróciłem z zaświatów! Nie ukrywam, bałem się dzisiejszego wypadu. Wiem, jak ciężkie są takie powroty i tym bardziej cieszę się, że aż tak źle nie było.

Początkowo poniosła mnie fantazja. Bezwietrzna pogoda powodowała, że pedałowało się wyjątkowo lekko. Za lekko, bo gdy złapałem trochę zadyszki, spojrzałem na pulsometr i się trochę opanowałem.

Po 40. km już tak różowo nie było. Nogi bolały niemiłosiernie. Piekło wszystko poniżej pasa. Mięśnie odzwyczaiły się od wysiłku, a płuca już dawno nie miały takiej wentylacji.

Ostatecznie jednak dojechałem do celu. Z czasu jestem zadowolony, z jazdy mniej więcej również. Bolało, bo boleć miało. Jutro znów na rower!