Informacje

avatar

czmiel
z miasta Wolsztyn
8194.47 km wszystkie kilometry
0.00 km (0.00%) w terenie
14d 04h 46m czas na rowerze
24.05 km/h avg
0 m suma w górę

Kategorie

cele.1  

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

Moje rowery

Szukaj

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy czmiel.bikestats.pl

Archiwum

Przestraszona antylopa

Wtorek, 23 lipca 2013 | dodano:24.07.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
40.00 km
0.00 km teren
01:25 h
28.24 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Miało być 75, a zaczęło grzmieć i błyskać. Udałem się do domu. I słusznie, głupio by było być złapanym przez burzę w górach. Nadeszła ona zresztą bardzo szybko.

Rozskakana antylopa

Poniedziałek, 22 lipca 2013 | dodano:22.07.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
56.00 km
0.00 km teren
01:57 h
28.72 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Jadąc pod górę człowiek myśli o dwóch rzeczach, nieziemsko szybkim zjeździe i pięknym widoku. Zmęczony wdrapuje się więc na szczyt, by zjechać z niego z prędkością bynajmniej niezadowalającą, ponieważ droga jest zbyt kręta by się rozpędzić. Co do widoku natomiast, to drzewa i tak wszystko zasłaniają i jedyne, co można zobaczyć to... rodzina... na rowerach turystycznych... obładowanych bagażami... z czego jeden ma doczepiony przeczepkę-wózek dla swojego 3-letniego syna!

No ale... dobrze się dziś jechało. Zgodnie z przewidywaniami dzień trzeci był optymalny. I nie było ważne, że podjazdów ponad połowę więcej (blisko 800m), że dłuższe, choć mniej strome. Dziś się po prostu dobrze jechało.

Kolano nie zabolało ani razu na trasie. Teraz natomiast je (chyba) czuję. Nie wiem, co mam o tym myśleć.

Zmęczona antylopa

Niedziela, 21 lipca 2013 | dodano:21.07.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
41.00 km
0.00 km teren
01:29 h
27.64 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Miałem dziś jechać 60 km po terenach z mniejszym stopniem nachylenia za to większą ilością podjazdów. Wyjeżdżając jednak na garminowską trasę pomyliłem kierunek i zamiast w lewo, pojechałem w prawo. W obawie przed jednokierunkowymi trasami itd. stwierdziłem, że dziś pojadę to samo co wczoraj.

Nie był to jednak jedyny powód. Nogi już nie miały tej świeżości. W zasadzie, dziwiłem się wczoraj, że w ogóle ich nie czułem. Tymczasem dziś na rowerze dziwiłem się już, że jednak je czuje.

Szczyty, szczyciki, pagórki, czy jak je bym tam zwał (chociaż porównałem sobie profil trasy do Sobótki, i jest on trudniejszy) pokonałem w tym samym czasie. Poza pierwszą i tu chyba właśnie miałem straty względem wczoraj.

Kolano wczoraj nie bolało wcale. Dziś w zasadzie też nie, dopiero na chwilę przed startem dało lekki sygnał ostrzegawczy. Zdecydowałem się jednak jechać. Na trasie raz czy dwa zakłuło, poszczypało i przestało. Zobaczymy jak się dziś wieczorem będzie zachowywać.

Młoda antylopa

Sobota, 20 lipca 2013 | dodano:20.07.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
42.00 km
0.00 km teren
01:29 h
28.31 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Budzi się powoli ten mały, niespełniony góral do życia. W okolicy u mnie płasko, więc wypad w pagórkowate tereny Hesji traktuję jako mały test, który dzisiaj, pierwszego dnia, wypadł przyzwoicie.

Liczba wzniesień być może nie powala (około 600), za to kąty nachylenia sięgające 14% już owszem. Nie powiem, ciężko było, ale do 10% dawałem spokojnie radę. Przy dwunastu wołałem o pomoc, a czternastu chciałem śwignąć rower w przepaść.

Kolano zabolało w jednym momencie, ale chyba ogólnie jestem na dobrej drodze. Nie chcę chwalić dnia... ale winą obarczam nietypowy jak dla mnie luz w pedałach. Zobaczymy wieczorem i jutro, co na to moje kolano powie.

Coś tam kłuje, coś tam stuka...

Wtorek, 16 lipca 2013 | dodano:16.07.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
40.00 km
0.00 km teren
01:15 h
32.00 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Nie wiem już sam, co o tym myśleć. Dziś przejechałem, zgodnie z planem, aż 10 km rozgrzewki. Nogi czuły się podczas niej wyśmienicie, jednak później, po około 10 km treningu coś znowu ukłuło, coś zabolało. Po jakimś czasie przeszło, ale boję się o to kolano.

Z tego też powodu zamiast planowanych 80 km zrobiłem zaledwie 54, z czego stricte treningowych wyszło 40. Nie chciałem nadwyrężać tego i tak już sfatygowanego stawu. Zobaczymy, co będzie wieczorem i jutro. Jak nie będzie boleć, to będę w siódmym niebie.

Sama jazda? Hmmm dobra. Średnia naprawdę przyzwoita, a byłaby wyższa, gdyby nie fakt, że moja trasa prowadzi przez miejscowość letniskową. Dziewczyny, wlekące, czy zawadzające auta itd. Średni puls 160. Wysoki, ale po dwóch dniach przerwy nie ma co się dziwić. Nie podoba mi się natomiast kadencja, 80. Chociaż jest spowodowana pagórkami oraz właśnie rzeczoną miejscowością letniskową.

Jestem bardzo ciekaw wieczoru i czy kolano znów się odezwie.

Wiater wieje

Sobota, 13 lipca 2013 | dodano:13.07.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
65.52 km
0.00 km teren
02:11 h
30.01 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Wiater wieje, jeździć nie daje. I to może zastąpić cały komentarz odnośnie dzisiejszego treningu. Łącznie wyszło coś ponad 80 km, z czego 15 to rozgrzewka i rozjazd. Tak, dobrze słyszycie. Wreszcie zacząłem podchodzić do sprawy poważniej. Muszę dbać o nogi, a się odwdzięczą.

Pierwszych, rozgrzewkowych 10 km z wiatrem 25/28 km/h(w porywach powyżej 30km/h) w plecy, przeleciało błyskawicznie. Noga, a w zasadzie ścięgna, przestała boleć i postanowiłem rozpocząć trening. Podczas tego nie nadążyłem się jednak nacieszyć wiatrem, gdyż po około 15 km fortuna się odwróciła (a wraz z nią mój kierunek jazdy).

Oznaczało to tylko jedno. Kolejnych 50 km to będzie dupcenie pod wiatr. Celem na dziś było utrzymanie tempa bez żadnych przerw, odpoczynków itp. To się udało. Wyszła przy tym średnia 30 km/h, która zważywszy na warunki i ten wiatr, który wcale nie był podmuchem lekko smagającym policzki, to jestem zadowolony.

A po burzy... tęcza?

Piątek, 12 lipca 2013 | dodano:12.07.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
54.30 km
0.00 km teren
01:54 h
28.58 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Koszmar nie trening. Tak bym opisał dzisiejszy wypad na rower. Zaczęło się wszystko od pogody. Około godziny 14-15 porządnie lunęło, w związku z czym wybór padł na treningowego Schwinn Adrenalin. Tani, trochę przydużawy, a do tego z niskim ciśnieniem w oponach. Z założenia do jazdy w deszczu, więc i zależy mi na przyczepności. No ale...

Początek był obiecujący, pierwszych 5 km w przyjemnym tempie, przy lekkim wiaterku w plecy. Być może trochę jednak przesadziłem, gdyż jak mnie nie sieknie ból. Ścięgna lewej nogi prawdopodobnie się ponaciągały. Nie wiem jednak czy od zmiany pozycji na rowerze, czy też od braku solidnej rozgrzewki.

Co by jednak powodem nie było, ból uniemożliwił mi zrealizowanie planu treningowego. Miał być górski, a było? Wleczenie się przez pierwszych 36 km. Średnia prędkość 27,7 km/h mówi chyba wszystko. Później jakby jednak się ból rozjechał wreszcie. Przyspieszyłem i utrzymałem tempo 30 km/h już do końca. W rozliczeniu końcowym daje to żałosny rezultat, jednak z drugiej części jestem zadowolony.

Dzień czwarty

Środa, 10 lipca 2013 | dodano:10.07.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
55.30 km
0.00 km teren
01:50 h
30.16 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Dzień czwarty wielkiego powrotu był ciężki. Nie będę ukrywał, że się nieźle męczyłem przy wietrze 25 km/h, który już ze swojej natury nie lubi mi sprzyjać, a czasami jest wręcz wredny.

Dodatkowo nie wytrzymałem i zbeształem kierowcę, który wymusił pierwszeństwo. Miał pecha, że był już trzecim wymuszającym dziś. Ja z kolei miałem pecha, że zrobiłem to w mojej wsi na oczach ludzi.

Z samej jazdy jestem zadowolony. W zasadzie już w ogóle nie musiałem łapać oddechu. Płuca przyzwyczaiły się do wysiłku, a i puls jakiś taki bardziej adekwatny do wysiłku.

W każdym razie był to dzień czwarty i ostatni wielkiego powrotu. Jutro dzień regeneracji i od piątku normalne tygodnie treningowe.

Ofiary wielkiego powrotu

Wtorek, 9 lipca 2013 | dodano:09.07.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
61.70 km
0.00 km teren
01:58 h
31.37 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
W dniu trzecim wielkiego powrotu nie obyło się bez ofiar. Niczemu winien bidon padł na asfalt niczym rażony piorunem. Nie było jednak miejsca na przyjaźń i zbędną kurtuazję. Musiałem jechać dalej, oglądając się jedynie z łezką w oku. Inna teoria mówi, że bidon był stary, brzydki i tani, podczas gdy nowe już od wczoraj są w drodze.

Co to jazdy... Rewelacja! Oczywiście wciąż musiałem łapać oddech, ale wreszcie, rytmicznie, a co najważniejsze dość szybko dotarłem do celu, nie odpuszczając ani na moment. Z mniej przyjemnych informacji muszę napisać o bólu kolana spowodowanym zbyt dużą kadencją. Trzeba było na zjeździe zwiększyć bieg, a nie kręcić jak turbina! Człowiek uczy się na błędach.

Powoli, do przodu

Poniedziałek, 8 lipca 2013 | dodano:08.07.2013 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
50.80 km
0.00 km teren
01:41 h
30.18 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Dzień drugi wielkiego powrotu. Trasa ta sama, warunki jednak niekorzystne. Oj, dużo walki z wiatrami dziś było. Jechało się jednak wyjątkowo przyjemnie.

Chociaż początkowo, za sprawą wiatru dużo się ze sobą zmagałem. Zapomniałem już, jakie to uczucie, gdy wiatr wychodzi nam naprzeciw. Zacisnąłem jednak zęby, zmniejszyłem przerzutkę i zwiększyłem kadencję. Byle do przodu!

W zasadzie tak wyglądała cała podróż. Poza nielicznymi momentami, gdy wiatr był sprzyjający musiałem postawić na kadencję niż na siłę nóg (zwłaszcza, że są jeszcze bardzo słabe).