Informacje

avatar

czmiel
z miasta Wolsztyn
8194.47 km wszystkie kilometry
0.00 km (0.00%) w terenie
14d 04h 46m czas na rowerze
24.05 km/h avg
0 m suma w górę

Kategorie

cele.1  

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

Moje rowery

Szukaj

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy czmiel.bikestats.pl

Archiwum

Godzinka po pracy

Poniedziałek, 14 kwietnia 2014 | dodano:15.04.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
29.00 km
0.00 km teren
01:00 h
29.00 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Trenażer po pracy.

Nie wiem, jak ująć tę godzinę. Niby podczas treningu było względnie ciężko (3x9min), ale po pierwsze trudno mi było wbić się w obroty, a po drugie nie czuje się teraz wielce zmęczony. Jutro trening bardziej wymagający. Zobaczymy, jak zareaguje organizm.

Jak trenować, panie Tusk?

Niedziela, 13 kwietnia 2014 | dodano:13.04.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
28.00 km
0.00 km teren
01:00 h
28.00 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Zawody w Sobótce uczciłem Żołądkową. Nie, nie wódką. Grypą. I tygodniem wolnego - od pracy i roweru. Dosłownie masakra jakaś. Klątwa czy jak? Jak tu trenować? Jak budować formę? Dla niezorientowanych, ostatni prawie-miesiąc wyglądał mniej więcej tak: 1,5 tygodnia - choroba(grypsko jakieś czy coś z kaszlem), 1 tydzień treningu, 1 tydzień choroby.

Dzisiaj godzinka na trenażerze. Luźno. Jutro też na trenażerze. Już nie luźno.

Sobótka, pierwsze śliwki robaczywki, pierwsze koty za płoty i ogólnie zjebanie

Niedziela, 6 kwietnia 2014 | dodano:06.04.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
34.00 km
0.00 km teren
01:03 h
32.38 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Nie wiem jak to ująć, ale może spróbuję. Zjebałem.

Już na starcie byłem stracony (chociaż wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem), a do tego dorzuciłem kilka błędów w trakcie trasy no i wynik jest, jaki jest (zjebany). Zacznijmy od tego, że fajnie ustawiłem się w sektorze. Okazało się jednak, że z sektora tego nikt nie ruszy, bo nasz sektor jest po lewej stronie. Ta informacja doszła jednak do mnie dość późno. Ustawiłem się więc w nowym sektorze i zadowolony stoję. Dopiero potem się dowiedziałem, że stałem gdzieś w 3/4 lub nawet 4/5 grupy (chociaż z mojej perspektywy wyglądało to jakbym był w połowie).

Ruszyłem więc i dość szybko zorientowałem się, że coś jest nie tak. Koleś przede mną miał taką ósemkę w rowerze, że aż się przeraziłem. Ktoś tam miał noski, a ktoś chyba nawet się nie wpinał... Walczyłem więc dalej, próbując przedostawać się do kolejnych grup. Ponieważ jednak mało kto mi towarzyszył, to w zasadzie walczyłem sam. O peletonie mogłem już zapomnieć, a zostali mi pojedynczy kolarze, do których się doczepiałem, ale raczej nie było mowy o schowaniu się i odpoczynku.

Moment krytyczny nadszedł na pierwszym okrążeniu, pod wiatr. Widząc grupę przed sobą, chciałem za wszelką cenę do nich dołączyć. Przyspieszyłem więc, daję ile mogę, odwracam się... jeden zawodnik za mną. Reszty już nie widać. Po drodze złapaliśmy jeszcze jakiegoś marudera, i co? Za dużo walczyłem sam. Mój błąd. Nie wołałem zmian, po prostu dymałem jak kretyn pod wiatr, a oni po prostu jechali za mną. Trudno im się zresztą dziwić. Efekt? Odpadłem i zawisłem między grupą, którą goniłem (jakieś 100 metrów), a grupą, która była za mną (jakieś pół kilometra). Nie mogłem już więcej, odpuściłem i poczekałem aż mnie połkną. Przeceniłem swoje możliwości.

Drugą rundę pojechałem już mądrzej, bardziej zachowawczo i z grupą, która była na zdecydowanie niższym ode mnie poziomie. Nie miałem jednak jak się z tego Teufelskreisu wyrwać. Nie było kogo gonić, nie było z kim gonić, ani z kim powalczyć o lepszy czas. Dojechałem więc z nimi... zawiedziony, rozczarowany i mimo wszystko wyczerpany. W idiotyczny sposób wypaliłem wszystkie zapałki na pierwszej rundzie i spotkała mnie za to kara.

I też aby nie było, że szukam wymówek, czy też stosuję tu jakieś inne uniki, by się bronić. Nie, po pierwsze, błędy, o których piszę, popełniłem ja! Po drugie, gdybym ich nie popełnił, to wcale nie byłbym w pierwszej dziesiątce! Zdaję sobie z tego sprawę. Miałbym jednak o wiele lepsze miejsce.

Tak czy siak: PRETENSJE TYLKO DO SIEBIE! 

Czas na wnioski.

Co mogłem zrobić lepiej:
- ustawić się mądrze w sektorze, najlepiej przy jakiejś ekipie i z przodu (nie z tyłu!),
- rozegrać lepiej taktycznie, chować się, odpoczywać, wołać zmian,
- nie przeceniać swoich możliwości,
- realizować założone cele,
- przygotować,
- myśleć, myśleć, myśleć,
- nie zapomnieć ocieplaczy na nogi(!).

Co zrobiłem dobrze:
- zapomniałem tylko ocieplaczy. 

Zadylany

Piątek, 4 kwietnia 2014 | dodano:04.04.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
29.20 km
0.00 km teren
59:46 h
0.49 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Jakoś ciężko się dzisiaj jechało. Nie wiem, czy to za sprawą zmęczenia fizycznego (cały dzień jestem jakiś przymulony), zmęczenia treningami (mimo wszystko naprawdę się nie oszczędzałem, a organizm jednak się trochę odzwyczaił) czy może przez wiatr. Ten dął dziś niemiłosiernie w nos przez blisko 2/3 trasy. 

No ale nie dałem się. Na trening poszedłem 3x8 zrobiłem, pod wiatr dymałem i wróciłem. Teraz jestem wyrąbany, a tu jeszcze się spakować i rower przygotować trzeba.

Jeśli chodzi o Sobótkę, to cel jest jeden. Dojechać z peletonem. Jest to start treningowy, ale tak akurat piszą zapewne wszyscy...

Powoli, powoli... szybciej, szybciej...

Czwartek, 3 kwietnia 2014 | dodano:03.04.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
52.20 km
0.00 km teren
01:48 h
29.00 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Dzisiejszy trening był niewiadomą, jeśli chodziło o pozycję. Po ostatnich dwóch wypadach znacznie bolało mnie kolano, a w zasadzie zewnętrzna część goleni i miejsce, gdzie z kolanem się ona łączy. Domyśliłem się, że może to mieć coś do czynienia ze zmianą pozycji, którą sobie zafundowałem cztery treningi temu. Mimo, że zdawała się ona być ok, to zauważyłem, że zwłaszcza lewa noga nie zachowuje się naturalnie. Wróciłem więc do starej pozycji i... ból zniknął. Nie wiem, czy to za sprawą zmiany pozycji, czy też po prostu ból wynikał z przerwy w trenowaniu, ale dziś nie bolało nic. I niech tak pozostanie!

A co do treningu. Fajnie, chociaż z tą pogodą to nie wiadomo, jak się ubrać. 20 stopni czyli na sam komplet jest za zimno, a na koszulkę pod spód to jednak trochę za ciepło. Ostatecznie wybrałem jednak tę drugą opcję. Całkiem zresztą słusznie, bo od pięknych pobliskich jezior potrafi porządnie zawiać bryzą... Nie wiem, jak bym się czuł bez podwójnej warstwy. Z drugiej strony momentami było naprawdę gorąco.

Z bardziej technicznych rzeczy. Dziś 3x10 minutek, z czego pierwszy interwał w Zaborówcu czyli terenie bardzo podobnym do Sobótkowego... Wiecie chyba, dlaczego ;)

Tygryski to lubią

Wtorek, 1 kwietnia 2014 | dodano:01.04.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
29.20 km
0.00 km teren
00:58 h
30.21 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Naprawdę przyjemny trening. Dokładnie taki, jakiego potrzebowałem po tak długiej przerwie. Z jednej strony pokazał mi, że nie jest ze mną aż tak źle, jak myślałem. Z drugiej zaś, że nie jest tak dobrze, by móc usiąść spokojnie, wypić kawkę i delektować się swoją zajebistością(zresztą, czy w kolarstwie tak można?). Wiem nad czym muszę ciężko (a patrząc na to, jak słaby jestem, to bardzo ciężko) pracować i wiem, jak chcę to zrobić.

Wczoraj kaszelek, od rana jakby sucho w gardle, a od południa ból głowy. Jechać czy nie jechać? Pisałem już, że postanowiłem w tym tygodniu pójść va banque? Poszedłem zatem i pojechałem. Zobaczymy, jak organizm to zniesie i jak jutro będę się czuł. Albo się rozłożę (i pójdę do lekarza, jak każdy normalny człowiek) albo się wzmocnię. Innej opcji raczej nie ma. 

W związku z tym piszę, co następuje. Jutro dzień przerwy. W czwartek i piątek tempówki + sprinty. Sobota - odpoczynek (a w zasadzie cały dzień na uczelni. Niedziela - Sobótka.

Wiem, że trochę dziwny plan, no bo kto to widział, dzień przerwy przed zawodami, ale jestem do tego zmuszony. Stąd też cykl: poniedziałek, wtorek - trening; środa - odpoczynek; czwartek, piątek - trening; sobota - odpoczynek; niedziela - zawody. W myśl zasady, by było obciążenie (stąd godzinne treningi), ale nie przeciążenie (a nie dwugodzinne). Chociaż Sobótka jako tako mnie nie interesuje i traktuję ten wyścig jak trening, to nie ukrywam, że nie mam zamiaru być bardzo zmęczony na samym starcie.

P.S. Kadencja mi wskakuje na naprawdę wysokie obroty...dziś średnio 93...

I co? Kaszelek!

Poniedziałek, 31 marca 2014 | dodano:31.03.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
29.00 km
0.00 km teren
01:01 h
28.52 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Długo mnie nie było. Zbyt długo. Z każdym dniem bez treningu czułem, jak moja forma spada. Co się zatem stało?

Z trenowania wykluczyła mnie choroba, a tak naprawdę nawet nie wiem co. Owszem, nie odleżałem dwa tygodnie temu kataru i gorączki, ale też bardzo szybko mi przeszło. Zdziwiłem się zatem, gdy po kilku dniach, w środę tydzień temu, wrócił kaszel i gorączka. Jak pisałem, zrobiłem przerwę do niedzieli. Tu był mój błąd. Okazało się bowiem, że objawy utrzymały się prawie do kolejnej niedzieli, czy wczoraj, a nie tej tydzień temu. W rezultacie spędziłem ten okres bezproduktywnie.

Wczoraj już było ok. Stwierdziłem zatem, że wóz albo przewóz. W niedzielę jest Sobótka, a ja nawet tempówek nie robiłem. Wsiadłem zatem dziś na rower w myśl zasady albo się rozłożę, albo wzmocnię. Godzinna jazda z dwoma mocnymi, 8-minutowymi fragmentami. Z jednej strony zatem nie tak ciężko, a z drugiej pamiętając, że nie byłem na rowerze od półtora tygodnia.

Obawiam się jednak, że mnie przewiało. Czułem jak się organizm wychładza na plecach, gdy mocniej zawiewało. Nie wiem czy w efekcie tego, czy raczej z racji braku treningu przez tak długi okres, po trenie pojawił się kaszelek... 

Zobaczymy jutro.

P.S. Trenażer do mnie wraca! Naprawiony! Na gwarancji! 
P.S.2. Garmin zeżarł dane treningu, endomondo się zawiesił!

Porozmawiajmy o sezonie - cele

Czwartek, 20 marca 2014 | dodano:20.03.2014 | linkuj | komentarze(0)
Kategoria cele
  d a n e  w y j a z d u
0.00 km
0.00 km teren
h
km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Nie będę ukrywał, że przeżywam teraz najgorszy etap w całym dotychczasowym przygotowaniu do zbliżającego się sezonu. Teraz, w decydującym momencie, mój organizm postanowił zastrajkować. W zeszłym tygodniu zaczęło się od objawów grypy/przeziębienia. Te przeszły jednak szybko. Mogłem wrócić do treningu w zasadzie bez strat. Wówczas zepsuł się trenażer. Na domiar złego, wczoraj odpuściłem trening (i zarządziłem przerwę do końca tygodnia), bo nagle pojawił się kaszel. 

Nie mam zamiaru jednak ani rozpatrywać tego w kategoriach katastrofy, ani załamywać rąk. Po prostu muszę się dostosować.

Wykorzystując tę przerwę, postanowiłem jednak napisać o planach na najbliższy sezon. Plany te są o tyle trudne do ustalenia, że jest to w zasadzie mój pierwszy, konkretny sezon, do którego poważnie podchodzę. Spróbujemy jednak...

Ja jako kolarz:
1. Rzecz, nad którą muszę popracować w pierwszej kolejności to góry. Mimo budowy górala, ciężko mi jest na nawet najmniejszych hopkach. To jest absolutny priorytet, ponieważ ta zdolność blokuje mnie w pierwszej kolejności.
Cel: Poprawa jazdy w górach
Sposób realizacji: Przynajmniej raz w tygodniu trening "górski"
Miara: Czas na lokalnym podjeździe poprawiony o +/-25% - z 11 minut do 8:30
Termin: Sierpień 2014
Możliwe przeszkody: BRAK!

2. Technika i jazda w grupie. Nie wiem, czy to budowa ciała, czy brak techniki, czy jedno i drugie, tak czy siak, gdy jeżdżę to wiercę dupą i kiwam głową. Tracę energię i w jakiś pewnie sposób stwarzam zagrożenie. Zagrożenie stwarzam pewnie też z tego powodu, że nie miałem okazji jeździć w grupie tak często.
Cel: Poprawa techniki/jazda w grupie
Sposób realizacji: Core training + ustawki
Miara: Opinie innych, "samopoczucie" na rowerze
Możliwe przeszkody: Zawalone weekendy
Sposób rozwiązania przeszkody: Kolarskie czwartki w Poznaniu

Ja jako zawodnik:
Cel: Miejsca w 1/5 stawki kategorii wiekowej
Sposób realizacji: Ustalenie priorytetów na wyścigi nizinne
Miara: Podium :D
Możliwe przeszkody: Konkurencja

Do tego celu mam oczywiście wątpliwości. Zbyt wiele zmiennych ma na to wpływ. Dlatego właśnie traktuję ten cel jako absolutnie ważny, ale też taki, który nie wyznaczy, czy sezon był udany czy nieudany. Jeśli konkurencja będzie za mocna (co na pewno będzie miało miejsce w Road Maraton, ale chyba niekoniecznie w SuperMaratonach), to zaakceptuję wynik na który będzie mnie po prostu stać. 

No i się zjebało

Wtorek, 18 marca 2014 | dodano:18.03.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
13.00 km
0.00 km teren
00:35 h
22.29 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
A konkretnie zjebał... trenażer się zjebał. Spalił chyba. Napisałem już do sklepu, czekam jutro na odpowiedź, jak mam im dostarczyć w ramach gwarancji. 

Z planowanych 8 interwałów wykonałem ledwie 5. 5x2,5 czyli ledwie 12,5 minuty łącznie. Z planowanych 20. 

Wkurwiony.

Trzydniowa (nie)kuracja

Poniedziałek, 17 marca 2014 | dodano:17.03.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
24.00 km
0.00 km teren
01:00 h
24.00 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Ostatnie 3 dni były dość dziwne. W piątek, po ostatnim czwartkowym treningu nie czułem się już za dobrze. Niby nie źle, ale było gorzej niż w czwartek. Zmierzyłem sobie temperaturę - 37.4. Zastanowiłem się raz. Zastanowiłem się drugi raz. Nie poszedłem na trening. Z powodów zawodowych całą sobotę musiałem spędzić w Poznaniu. Z powodu studiów pół niedzieli musiałem spędzić w Poznaniu. A w międzyczasie? W międzyczasie się wyleczyłem. Nie wiem, czy to zmiana stylu życia na o wiele zdrowszy, czy zabójcze ilości polopiryny, ale pierwszy raz mój organizm tak szybko się obronił/wyleczył.

A dziś? Interwały SMSP 6x3. Nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. Na trenażerze jakoś ciężej się trenuje. Niby puls jest porównywalny, niby wszystko podobnie, a jednak nie. I nie chodzi mi o psychikę, a fizyczne zmęczenie. Czytałem gdzieś, że wiele osób odczuwa wysiłek na trenażerze jako większy niż w naturalnych warunkach, ale boję się, że może jednak nie dawałem z siebie wszystkiego na interwałach "w realu"? No ale przecież ani mocniej, ani szybciej jechać już nie mogę.

Szkoda, że miernik mocy jest dopiero w drodze... To wiele ułatwi.