Informacje

avatar

czmiel
z miasta Wolsztyn
8194.47 km wszystkie kilometry
0.00 km (0.00%) w terenie
14d 04h 46m czas na rowerze
24.05 km/h avg
0 m suma w górę

Kategorie

cele.1  

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

Moje rowery

Szukaj

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy czmiel.bikestats.pl

Archiwum

Takie tam kręcenie przed Wyścigiem o Puchar Burmistrza Wolsztyna

Środa, 30 kwietnia 2014 | dodano:30.04.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
29.00 km
0.00 km teren
01:05 h
26.77 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Dzisiaj miało być lekko i przyjemnie i było. Oczywiście te trzy depnięcia musiały być, coby nogi nie zapomniały, jak się pedałuje, ale ogólnie spokojnie. Szczerze, to nawet się zastanawiałem, czy w ogóle jechać. Nogi jakieś takie dziś zmęczone, a przecież wczoraj nic nie kręciłem. Oprócz tego odbyłem wymuszony spacer po jakichś chaszczach i górkach. Ostatecznie jednak pojechałem i czuję się dobrze. Zobaczymy jak będzie jutro.

Co do samego Wyścigu o Puchar Burmistrza Wolsztyna, to mam mieszane uczucia. Nie wiem, czego się spodziewać, ani jak do tego podejść mentalnie. Wykonałem sporo dobrej pracy i jestem lepiej przygotowany niż na Sobótkę. Z drugiej strony zawody wypadają na trzeci tydzień treningów, więc za świeży to nie będę. Dodatkowo, jak przeglądam listę zawodników... tam jest naprawdę sporo osób, które objadą mnie pedałując jedną nogą.

Co zatem zrobię? Pojadę swoje. Nie ma co patrzeć na innych, a dać z siebie wszystko. Wyścigi nie są moim głównym celem w tym sezonie, więc presji na wynik nie ma. Chcę się wiele nauczyć, a przede wszystkim nie popełnić błędów z Sobótki. 

Rekonesans trasy Wyścigu o Puchar Burmistrza Wolsztyna

Poniedziałek, 28 kwietnia 2014 | dodano:28.04.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
71.50 km
0.00 km teren
02:34 h
27.86 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Dzisiaj mały rekonesans na trasie Wyścigu o Puchar Burmistrza Wolsztyna, który odbędzie się już w czwartek. Swoją drogą, serdeczne zapraszam. Im nas więcej, tym większe szanse, że impreza zostanie powtórzona. Sam wyścig wypada na Dni Ziemi Wolsztyńskiej, a to jest gwarantem mnóstwa kibiców. Przynajmniej na starcie i na mecie ;)

Sama trasa jest gładka, więc peleton powinien po niej sunąć jak jakiś Pendelino czy cuś. Jeden odcinek, 2.5 km spokojnie zadba o to, żebyśmy do mety dojechali bez bidonów, więc będzie trzeba uważać. Wyścig będzie pod eskortą policji, więc spokojnie będzie można jechać i środkiem, by ominąć dziury. Poza tym asfalt i trasa ok!

Oprócz objazdu trasy wykonałem dziś oczywiście moje ulubione interwały. Dziś 10 minut, ale za to 5 razy. Moc się zgadzała, prędkość też fajna (chociaż ona absolutnie nie ma tu nic do gadania) - zaliczam do udanych. Jutro częściowo wymuszony, a częściowo zaplanowany odpoczynek. Środa to rozkręcenie nogi przed czwartkiem, a w czwartek...

zobaczymy!

Dzień trzeci.

Piątek, 25 kwietnia 2014 | dodano:25.04.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
79.10 km
0.00 km teren
02:48 h
28.25 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
No, dzień trzeci i ostatni bloku. Weekend wolny, a w zasadzie pracowity - zjazd. Jeśli chodzi o interwały, dziś powtórka z wczoraj, tj. 4x11. Powiem szczerze, wiedząc już jakiej mocy mogę się spodziewać w czwartej strefie, jadę te interwały spokojniej. Być może dlatego średnie tętno interwałów dzisiaj odrobinę niższe. A może organizm przyzwyczaja się do wysiłku?

Poza powyższym dorzuconych dziś kilka kilometrów na poziomie Endurance/Tempo. Muszę naprawdę przyzwyczajać organizm do dłuższego wysiłku, bo aż wstyd.

Zacząłem jeździć, patrząc na moc. Zadziwiające, jak mała górka, wiaterek czołowo-boczny (a nie boczny), potrafią wpłynąć na generowaną moc. A później się człowiek dziwi skąd nagle puls wzrasta o 10-20 uderzeń...

Nowa sztyca

Czwartek, 24 kwietnia 2014 | dodano:24.04.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
55.00 km
0.00 km teren
01:55 h
28.70 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
No! Jest i nowa sztyca! Easton ec70. Wreszcie mogę wypoziomować siodełko i wreszcie mogę kombinować z prawidłową pozycją na rowerze. Dziś zatem siodło już równiutko z poziomicą ustawione. Nogi na początku protestowały, ale myślę, że wszystkim nam wyjdzie to na dobre. 

Dziś interwały 4x11. Może nie do końca tak, jak chciałem, ponieważ przyłączył się na moment nieznajomy kolarz, ale ogólnie wyszło dobrze i chyba weszło w nogi. Trochę w pewnym momencie przesadziłem, albowiem zaraz po rozstaniu z nowym kolegą depnąłem, jak gdyby chcąc nadrobić trzeci interwał, który zaczął się o kilka minut później niż powinien. Oj moc poszła w górę, ale nogi szybko sprowadziły mnie na ziemię. W rezultacie kolejne dwa interwały, mimo że zrobione na odpowiednim poziomie, były istną katorgą.

Interesujący jest fakt, że dziś trening był identyczny z wczorajszym (poza faktem, że interwały były o minutę dłuższe). Kadencja, średnia prędkość, średni rytm serca, średnie watty... Z drugiej strony, podczas interwałów, serce biło dziś wolniej pomimo faktu, że moc była porównywalna do wczorajszej. Czyżby organizm się adoptował?

Brak tytułu

Środa, 23 kwietnia 2014 | dodano:23.04.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
55.00 km
0.00 km teren
01:55 h
28.70 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Coraz bardziej podobają mi się te cyferki. Nie chodzi mi konkretnie o to, że są wysokie (a są wyższe niż się spodziewałem!), ale o możliwość analizowania treningów. Na ich dokładne kontrolowanie jeszcze przyjdzie czas, gdy zrobię test. Póki co na watty patrzę tylko w domu. Podczas treningu nie chcę sobie zawracać tym głowy, zwłaszcza, że jeżdżę jeszcze wg pulsu.

A dziś? 4x10 minut w czwartej strefie. Nie było lekko, nie powiem, ale też super ciężko też nie. I tak teraz myśląc, pozostaje jakiś niedosyt jednak. Może trzeba było zrobić 5 powtórzeń? Ostatecznie lepiej jednak, że tak się nie stało, bowiem w przeciwnym razie złapałby mnie deszcz. Dobrze, że nie wybrałem dłuższej trasy, chociaż sam rower od kałuż zmókł i nie obeszło się bez czyszczenia...

Stages po raz trzeci

Poniedziałek, 21 kwietnia 2014 | dodano:21.04.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
76.36 km
0.00 km teren
02:43 h
28.11 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Wczorajszy trening zostawił niemiłą niespodziankę. Ból w kolanie przy zginaniu w tak dobrze znanym sprzed roku miejscu. O tyle zadziwiające, że nie zmieniłem w ogóle pozycji, ani nic z tego typu kombinacji. Pierwsza myśl zatem - intensywność. Być może lewa noga nie lubi większej intensywności / nie jest przyzwyczajona jeszcze. Wszak zwiększyłem ostatnio znacznie objętość treningów. Zbyt szybko?

Druga myśl - pozycja. Ostatnie dwa dni jeździłem w innym stroju - śliskim. Powodował on zjeżdżanie na siodełku do przodu, przez co kolano zginało się bardziej niż zwykle. Niestety, moja obecna sztyca nie pozwala mi wypoziomować siodełka idealnie, przez co albo dusi mnie coś w jajka, albo zjeżdżam w stronę kierownicy.

Stąd też decyzja - trening w starym stroju o intensywności z ostatnich dwóch dni. Celem, oprócz samego treningu, było uważanie na pozycję. Efekt? Na chwilę obecną brak żadnych objawów. Będę dalej obserwował i nasłuchiwał, ale czyżby to była przyczyna? W każdym razie decyzja już zapadła. Kupuję porządną, karbonową sztycę. Nie ma innej opcji! Wstyd jeździć na czymś, czego nie można nawet wypoziomować.

Sam trening był dość wyczerpujący. Blisko 80 km, w tym dużo walki z wiatrem i 5 interwałów. Trochę przy nich jeb pomyliłem, i dwa wyszły za krótkie o dwie minuty. Nie wiem, jak to liczyłem, ale tak to jest, jak się pewnych rzeczy nie ustawi w garminie przed treningiem. Jestem jednak zadowolony, bo wyszło niczego sobie. 

Teraz dzień przerwy. Później trzy treningi (środa, czwartek, piątek). Zjazd (weekend). Poniedziałek trening, wtorek luz, środa trening, czwartek wyścig. 

Stages po raz drugi...

Niedziela, 20 kwietnia 2014 | dodano:20.04.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
52.20 km
0.00 km teren
01:48 h
29.00 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
No! Mówiłem, że dziś też jest dzień? I to jaki! Wczoraj było dłużej, ale szarpanie, dzisiaj krócej, ale konkretnie. Myślałem, że wiatr dziś jest słabszy, lecz szybko ta opinia została zweryfikowana. Stwierdziłem jednak, że takie drobiazgi nie mogą mnie dzisiaj powstrzymać przed wykonaniem planu.

Efekt? 4 interwały po 8 minut w czwartej strefie. Naprawdę przyjemnie, chociaż ciężko. Dane z pomiaru mocy zdają się być coraz sensowniejsze i już powoli się domyślam w jakich granicach wypadnie moje FTP, ale ciiiiiii... jeszcze testu nie robiłem, więc wstrzymuję się z opinią.

Pomiar mocy i wiatr mocny

Sobota, 19 kwietnia 2014 | dodano:19.04.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
80.00 km
0.00 km teren
03:00 h
26.67 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Dzisiejszy trening miał być cud, miód, malina... A wyszło? Może po prostu wymienię, co dziś poszło nie tak:

1. Kebabownia była zamknięta! (a miałem ochotę na kebaba, którego nie jadłem od roku)
2. Wziąłem za mało kasy do mojego rowerowego majstra i musiałem dodatkowo jechać do bankomatu, który był jednak nieczynny, więc musiałem skorzystać z innego.
3. Moje wymarzone Stages wreszcie przyszło. Szkoda, że już na starcie coś się musiało zjebać i baterii nie szło domknąć, bo klapka jest do dupy. Po ponad godzinie zabawy, wreszcie mi się udało jednak.
4. Wiało mocno.
5. Wiało piekielnie mocno.
6. Wiało piekielnie mocno w twarz przez 3/4 trasy.
7. Pogonił mnie burek jakiś. Jechałem wówczas pod górkę. Pod wiatr (patrz punkty 4,5,6).
8. Oblałem się żelem po nogach i ręce. Kleiłem się.
9. Wymieniony łańcuch zaczął piszczeć. Nie wiem, czy majster zostawił tylko smar fabryczny czy jak, ale nie było to przyjemne dla mojego ucha i roweru.

Miałem przejechać wreszcie dłuższy dystans. Tempo Endurance z interwałami w 4. strefie. I co? Wiatr skutecznie mi to uniemożliwił. Z tego powodu wyszedł bardzo szarpany tren, z garścią pustych kilometrów. No ale jutro też jest dzień.

Nie robiłem sobie żadnych testów ani nic, jednak pozwoliłem sobie przeanalizować pomiar mocy dzisiejszego treningu. Tak, jak myślałem. Sprinterem to raczej nie jestem. 

No ale za wcześnie na wszelkie opinie, ponieważ, tak jak pisałem, testów jeszcze nie było.

Ciężko

Środa, 16 kwietnia 2014 | dodano:16.04.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
45.50 km
0.00 km teren
01:36 h
28.44 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Dziś nie miało być wielkich komplikacji. 3 x 8 minut w czwartej strefie i lekka jazda po wczorajszym, ciężkim, treningu. Tymczasem wiatr, jak to już ma w zwyczaju, utrudnił życie małego biednego kolarza (mnie). Ostatecznie stanęło na walce z wiatrem bocznym, czołowo-bocznym, czołowym. Nie będę jednak ukrywał, że w pewnym momencie przyjemnie zawiało też od tyłu...

Uświadomiłem dziś sobie, że od półtora tygodnia nie jeździłem na zewnątrz. Tydzień choroby po sobótce, potem trenażer i dopiero dziś dwór. Nie nastawiło mnie to zbyt optymistycznie. Również pesymizmem zawiało, gdy zdałem sobie sprawę z jeszcze innej rzeczy, a mianowicie, że od dawna nie jechałem większych dystansów. Po feriach, w związku z pracą i krótkim dniem, dłuższe wypady odpadały. Gdy dnie się wydłużyły (i zmieniona została godzina), ja się kurowałem lub pracowałem.

Czas to zmienić!

Weszło

Wtorek, 15 kwietnia 2014 | dodano:15.04.2014 | linkuj | komentarze(0)
  d a n e  w y j a z d u
37.00 km
0.00 km teren
01:20 h
27.75 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
No, no... tego się nie spodziewałem. Zacznijmy od tego, że dziś znów na trenażerze, tym razem jednak, już z założenia, ciut mocniej niż wczoraj. W planach miałem 4 x 8 minut, choć trochę urozmaiconych. Pierwsze 8 minut to tak naprawdę "maksiorki" 8 x 1 minuta. Następne 3 x 8 minut, to już normalnie czwarta strefa, tj. 96-105%. 

No i się zaczęło, jak to w dowcipie było. Od początku naprawdę ciężko. Widać nogi odzwyczaiły się od maxów, które robiłem... cztery tygodnie temu? A to choroba, a to przygotowania do Sobótki, a to znów choroba i tak wyszło, że dawno nad tym elementem nie pracowałem. Czułem to dziś. Każda kolejna minuta to ból niemiłosierny. A przecież to były tylko minuty!

 Po tym wstępie przyszedł czas na 3 x 8 minut w czwartej strefie. Pierwsze powtórzenie wymęczyłem. Chciałem przerwać, myślałem nawet, by zrobić np. tylko dwa powtórzenia. Wewnętrznie krzyczałem. Za drugim powtórzeniem stało się jednak coś dziwnego. Złapałem rytm. Było ciężko, ale w taki przyjemny sposób. Było tak dobrze, że dołożyłem jeszcze jedno powtórzenie i wyszło 4 x 8 minut. Dodajmy do tego osiem minutówek i mamy 5 x 8 minut naprawdę dobrego treningu!