Informacje
czmiel z miasta Wolsztyn
8194.47 km wszystkie kilometry
0.00 km (0.00%) w terenie
14d 04h 46m czas na rowerze
24.05 km/h avg
0 m suma w górę
0.00 km (0.00%) w terenie
14d 04h 46m czas na rowerze
24.05 km/h avg
0 m suma w górę
Kategorie
cele.1
Znajomi
Moje rowery
Szukaj
Wykres roczny
Archiwum
- 2014, Sierpień.1.0
- 2014, Lipiec.15.0
- 2014, Czerwiec.20.0
- 2014, Maj.14.0
- 2014, Kwiecień.16.0
- 2014, Marzec.14.0
- 2014, Luty.4.0
- 2013, Wrzesień.2.0
- 2013, Sierpień.20.0
- 2013, Lipiec.15.0
- 2013, Czerwiec.12.0
- 2013, Maj.17.0
Nie tak miało być
d a n e w y j a z d u
Nogi czuły się dobrze po wczoraj. TSS oraz IF nie były aż tak wysokie (chociaż oczywiście wyższe niż normalnie), więc postanowiłem zrobić dziś po prostu kolejny dzień treningowy. To był błąd. W planach było 45 minut (75-95% FTP) praz 2x10 (100-105% FTP). Już podczas 45 minut zorientowałem się, że z reszty planu nici i pozostało mi jedynie pokręcenie na spokojnie. 65.00 km
0.00 km teren
02:24 h
27.08 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Dlatego właśnie, to nie tak miało być:
- nie miało być tak ciężko,
- nie miało być tak gorąco,
- nie miało pobolewać kolano.
DNF, czyli nie pijesz - nie jedziesz
d a n e w y j a z d u
No to zapłaciłem frycowe po raz n-ty. Przede wszystkim złapałem się już na początku na tym, że runda honorowa w roadmaraton wygląda trochę inaczej niż to sobie wyobrażałem. Nie wiem, czy pilot jechał za szybko, czy też dla niektórych było to faktycznie lekkie kręcenie, ale jak dla mnie już od początku było nieźle wrzucone do pieca. Stając mniej więcej w środku już nie miałem szans czołówki dogonić. Zapewne i tak zresztą bym się nie utrzymał. 84.62 km
0.00 km teren
02:42 h
31.34 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Po drugie podczas zawodów, a szczególnie w upalne sobotnie popołudnie należy pić. Dużo pić. Po pierwszej rundzie nie brałem wody, no bo przecież mam dwa bidony. Szkoda, że w połowie drugiej rundy jeden z nich wylądował na glebie, w efekcie czego zostałem z jednym, pustym bidonem. Po drugiej rundzie wodę już chciałem zatem wziąć. Niestety, po stronie, po której przejeżdżałem przez bufet, akurat jej nie mieli.
Już wtedy zastanawiałem się, czy to nie jest szaleństwo. Stwierdziłem jednak, że dam radę przejechać tę rundę i przed ostatnią już na bank wodę wezmę, choćbym miał przejechać przez bufet z prędkością 5 kmh. I co? Po trzeciej rundzie dawali już tylko wodę w kubeczkach. Wypiłem, ale zaraz potem stanąłem. Głowa bolała, mięśnie powoli też.
Nie wiem, czy przejechałbym tych ostatnich 20 km. Być może. Jednak to, jak bardzo czułem się wycieńczony w drodze powrotnej utwierdziło mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłem. Byłem na granicy odwodnienia. Teren nie był taki lekki wcale lekki, a pogoda dorzuciła swoje. Przejechać to na 750 ml płynów byłoby strzałem w stopę.
Suma summarum - dobry trening po górkach, jakich nie mam w okolicy. Kolejne doświadczenie zebrane i lekcje odrobione.
P.S. na górkach wcale nie odstawałem. Wręcz przeciwnie, czułem się dobrze i często wjeżdżałem pierwszy w grupie.
Takie tam przed Leśnicą
d a n e w y j a z d u
30.00 km
0.00 km teren
01:05 h
27.69 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Pamiętajcie dzieci, by zachować koncentrację do końca treningu!
d a n e w y j a z d u
Trzeci dzień powrotu za mną. Jest dobrze, chociaż braki wychodzą. Nogi już jakby cięższe, ale kręcić chciały. Puls wciąż jakby taki nienormalnie niespokojny, chociaż średni wyszedł całkiem ok. Być może sobie wmawiam...71.20 km
0.00 km teren
02:24 h
29.67 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Dziś w planie godzinka poniżej LT z dziesięciosekundowymi burstami co 3 minuty. Wyszło więcej, bo jak już się rozkręciłem... nie no, niewiele więcej (godzinka piętnaście), ale zawsze.
Wciąż się zastanawiam nad Leśnicą. Mam jeszcze z godzinę na podjęcie decyzji.
P.S. Co ja dziś zrobiłem? Już przed domem idiotycznie wypiąłem się nie tą nogą, co zawsze i taki zamyślony jakiś przechyliłem się automatycznie na stronę, gdzie zawsze się wypinałem. Efektu możecie się domyślić. Z rowerem na szczęście wszystko ok, a ja trochę poodzierany. Kretyn.
Zupełnie inny nastrój
d a n e w y j a z d u
Po wczorajszej przejażdżce pojawił się ból w przedzie kolana. Miałem spore wątpliwości. Z jednej strony, trening po dłuższej przerwie, więc być może za mocno pojechałem. Z drugiej zaś, przecież aż tak mocno nie było. Przypomniałem sobie, że gdzieś tam to kolano się odzywało wcześniej. Decyzja - siodełko idzie w tył.79.22 km
0.00 km teren
02:42 h
29.34 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Z tego powodu dziś najpierw jazda taka na wyczucie. Pierwszych 40 km raczej spokojnie, z mocniejszymi momentami. Z racji, że kolano nie dawało o sobie znać (a w zasadzie, dawało, gdy mi się dupa przesunęła do przodu), stwierdziłem, że jest zielone światło. Na następnych 40 km zrobiłem zatem jeszcze trzy interwały po 10 minut powyżej LT. Puls natomiast oczywiście szaleje...
Fajny trening wyszedł. Szkody po długiej przerwie nie są chyba aż tak duże, jak myślałem.
Wkurwiony wracam do gry
d a n e w y j a z d u
Marzec - tydzień przymusowego wolnego; kwiecień - tydzień przymusowego wolnego; maj - tydzień przymusowego wolnego...45.48 km
0.00 km teren
01:36 h
28.42 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Znów był zatem tydzień (a w zasadzie półtora) bez treningów. Mam wrażenie, że robię dwa kroki do przodu i jeden w tył. Coś cały czas ciągnie mnie w dół. Jak tu trenować i się rozwijać?
No jakoś trzeba, więc nie marudzę.
Dziś zatem na początek lekko i krótko. Bez forsowania po 10 dniach bez kręcenia.
Bez historii.
Watty się zgadzają
d a n e w y j a z d u
Zgodnie z zapowiedzią dziś coś nad thresholdem... Konkretnie mówiąc, 6 trzyminutowych powtórzeń na poziomie powyżej 115% FTP. Wiaterek trochę sprawę komplikował. Porywy powodowały, że czasem wchodziłem na więcej niż 150%, a momentami spadałem powyżej zakładanych 115%. Nadrabiałem szybko kadencją lub zmianą biegu, więc ogólnie... Watty się zgadzają!42.64 km
0.00 km teren
01:31 h
28.11 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Jutro może coś w stylu ITT? To by było godne zakończenie tego tygodnia.
Drei!
d a n e w y j a z d u
Dziś dużo czasu. Jutro mało. W piątek nie wiadomo, a w weekend w ogóle. Stąd też decyzja - dzisiaj endurance. Trzy godzinki pod bezchmurnym niebem. Lekko, chociaż wiatr pokazał pazury. Momentami ciężko więc było utrzymać watty na wodzy. Ostatecznie wyszło mnóstwo w Endurance, trochę ponad i trochę poniżej. Założenia spełniłem. 79.10 km
0.00 km teren
02:49 h
28.08 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Jutro w planach coś z VO2max. Zaboli?
Trening w dupie
d a n e w y j a z d u
Nie wiem, jak opisać to, co się dzisiaj stało. Niby trening zgodnie z planem, wyrwany gdzieś między 18 a 20 i w pięknej pogodzie. Garmin ustawiony - godzinka w 75-80% FTP i co trzy minutki strzały powyżej 150% FTP i kadencją +100. Myślałem, że chociaż trochę to odczuję, a tu? TSS - 99. Nogi niczym po rozjeździe.45.00 km
0.00 km teren
01:30 h
30.00 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Jutro albo sobie dowalę, albo pokręcę trochę i pojadę w czwartek na tor.
Dziwne dziwności
d a n e w y j a z d u
Trening bez historii. Wyrwane gdzieś tam półtorej godzinki i nawet nie w pełni wykorzystane. W sumie zrobiłem dziś dziwną rzecz i trzy interwały ciut ponad FTP. Wszystko ok, ale miały one długość 15, 10 i 5 minut. Nie wiem, dlaczego tak. Nie wiem, dlaczego najdłuższy najpierw. Nie wiem, dlaczego najkrótszy na koniec. Nie wiem. Po prostu tak sobie ubzdurałem i taką miałem ochotę. A co najciekawsze, wszystko wyszło na śmiesznie małym TSS.45.18 km
0.00 km teren
01:32 h
29.47 km/h
0.00 vmax
*C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Jutro też, jeśli w ogóle, to trening z dupy.